piątek, 22 czerwca 2012

Terras Gauda: Hiszpańska armada

terras-gauda-pitacum

Zacznę najprościej jak się da. Sześć flaszek pocztą lotniczą otrzymałem, sześć flaszek z Hiszpanii wprost, od producenta Terras Gauda. Trzy wina białe, trzy wina czerwone, potencjalnie mniam i mlask. Zatem sobie ostatniej niedzieli porą poranną usiadłem i za ocenę się zabrałem. A że tydzień przedurlopowy intensywnym dość był, zatem notka dopiero dziś się pojawia. Akurat w momencie kiedy ostatnie krople, z ostatniej flaszki dopijam.

terras-gauda

Przechodząc do szczegółów technicznych i wrażeń. Najpierw dwa wina białe, na szczepie albariño zbudowane. Pierwsze, Abadia de San Campo Albariño, w 100%. Rocznik 2011, alkoholu 12,5%. Drugie, O Rosal, w 70% z domieszką loureiro (18%) i caiño blanco (12%). Szczepy wspomniane w kontekście umieszczając.* Albariño jest Hiszpanii i Portugalii winogronem wśród białych pierwszym, celebrytą rzec można. Jeśli pozwoli się mu dojrzeć w tej samej lidze co gewürtztraminer występuje podobno, choć z bryzy morskiej i mineralności dodatkiem. Niestety popularność ma też swoją ciemną stronę. Dokładniej zaś w apelacji Rias Baixas trzy razy więcej się albariño produkuje, niż areał upraw pozwalać powinien. Zatem jakościowe albariño znaleźć to sztuka, tak przynajmniej znawcy twierdzą.

Loureiro jest natomiast aktorem drugiego planu, wnoszącym aromaty ziołowe i owocowe, podbijającym kwasowość, bez windowania woltażu. Zaś caiño blanco winogronem endemicznym, przywracanym z otchłani zapomnienia. Tym samym samą swą obecnością podkręca stylowość trunku, zobaczy się czy i smak także.

Oceniając. Wzrok: oba wina prezentują się podobnie. Solidny standard, błysk w kieliszku, klarowność, lekki kolor, jasny acz widoczny. Barwa słomkowa, dla O Rosal mały plus za ekstrawaganckie, zielonkawe refleksy. Nos: Abadia aromatycznie opiera się na owocach cytrusowych i bananie, w bukiecie zaś jest wapienna. Oceniając w ciemno zakwalifikowałbym ją na równi z wieloma innymi białymi winami, czystymi zapachowo, ale też cech charakterystycznych pozbawionymi. O Rosal oferuje więcej i charakterystyczniej. Aromat to kwiaty i zioła, bukiety tytoń i stal. Całość delikatna, acz pomylić z dowolnym innym winem już nie tak łatwo. Usta: Abadia cytrynowa, mocno cytrynowa, plus grejpfrut i wapno. Ciekawostką jest falowanie cytrynowości, sprawiające wrażenie strzykania na języku. Kwartami. Solidne cztery smak trwa, kwaskowatość średnia na starcie, później średnia minus. Owoc pod koniec kwarty pierwszej się pojawia i trwa, średni. I tyle. Posmak zacny, cytrusy z drewnem sandałowym. Wino w dotyku krystaliczne, finisz długi. O Rosal także cytrynowością stoi, lecz nie tylko. Jest i pieprz, i pikantność, a także solidna mineralność. Kwartami jak Abadia, choć ciut krócej, tak trzy i pół kwarty. Posmak jest i tyle, cytrynowy. Wino w dotyku krystaliczne, finisz średnio długi.

Podsumowując. Według cen sklepowych, hiszpańskich oba wina to okolica jedenastu, dwunastu euro. Przy tej cenie, choć nie świecą najjaśniej, to pewnie plasują się w środku peletonu. Klasowy, duży producent** swoje plusy dodatnie i plusy ujemne ma. Plusem dodatnim gwarancja wyrównanego poziomu i niewątpliwa pijalność każdej z wyprodukowanych butelek będzie. Plusem ujemnym zaś chęć dogodzenia gustom masowym, czasem jako brak polotu interpretowana. Zatem przy cenach hiszpańskich kupić można, a jak przy cenach polskich jest? Wojciech Bońkowski oceniając O Rosal rok temu zwrócił uwagę, że 78 złotych za to wino, to ciut przydużo. Cóż, obecne 84 złote do złotych 95 to zdzierstwo w biały dzień. Koniec i kropka.

pittacum

Czas na dwa wina czerwone, oba w 100% ze szczepu mencía, szczepu który mi tak bardzo ostatnio zasmakował. Winnica Pittacum, producent Terras Gauda, rocznik 2007 razy dwa, alkoholu dużo 14,5%. Nazwane od apelacji Bierzo w beczkach z dębiny francuskiej i amerykańskiej, osiem miesięcy starzone. Natomiast Aurea miesięcy czternaście starzona. Wzrok: dwa razy z błyskiem i klarownie. Barwa ciemnoczerwona, w refleksach wiśniowa, równomierna, intensywna. Czego chcieć więcej? Nos: Bierzo w aromacie śliwkowe, w bukiecie wanilia z tytoniem. Słowem sprytnie wkomponowana dębina, która zdominowała winogrono. Powinna rozbrzmieć Międzynarodówka, tu i teraz. Na plus alkoholu nie czuć, zupełnie nie czuć. Aurea walczy z dębiną dłużej i winogrona pokazuje więcej. Aromat to owoce leśne i zioła, bukiet transatlantycki, czyli wanilia, drewno i dym. Niestety tu alkoholu ukryć się już nie udało. Usta: Bierzo masakruje słodyczą, zabijającą przyjemność z suchości i wyraźnej śliwki. Cukier resztkowy w czerwonym wytrawnym działa na mnie jak płachta na byka, tanich trików nie toleruję, efektu sernika tym bardziej. Kwartami solidne cztery będą. Kwasowość średnia od pierwszej do trzeciej, owoc niski plus od drugiej do czwartej, garbniki winogron (średnie plus, średnie) i dębu (średnie) od drugiej do czwartej. Goryczka średnia w pierwszej. Wino w dotyku gładkie, w posmaku garbnikowe, w finiszu długie. Aurea też słodyczą drażni, szczęśliwie w drugiej nucie ukrytą. Kwartami, także solidne cztery. Kwasowość średnia minus, od pierwszej do czwartej. Owoc tak samo, tylko od drugiej. Garbniki winogron średnie, dębiny średni minus od drugiej do czwartej. Wino w dotyku gładkie, w posmaku garbnikowo-waniliowe, w finiszu długie.

Podsumowując. Bierzo – 180 000 butelek, Aurea – 15 000 butelek, rząd wielkości mniej od białych win powyżej. Oba wina na nowicjuszach wrażenie niewątpliwie zrobią. Eleganckie, gładkie, aromatem rozbuchane. Szkoda, że cechy te w większości zasługą dębiny i alkoholu pod sufit wywindowanego są. Zaś nie od winogrona pochodzą. Win podobnych w stylu znajdzie się dziesiątki, a nawet setki. Zatem wyłącznie miłośnikom smaku międzynarodowego polecić je mogę. Rację ma Oz Clarke, pisząc że mencía przez beczkę częściej wypaczona bywa, niż uszlachetniona.

Niestety i tu od cen tematu uciec się nie da. Bierzo w Hiszpanii kosztuje niecałe dziesięć euro. W tej cenie mimo bycia dębowym potworkiem mogłoby skutecznie konkurować z analogicznymi winami z Nowego Świata, wycenianymi kilkanaście złotych wyżej. W cenie 78 złotych, konkurować będzie mu trudno z czymkolwiek. Natomiast Aurea nawet po cenie hiszpańskiej, euro prawie trzydziestu, pierwszym wyborem nie jest. Za 259 złotych to czyste szaleństwo.

la-mar-quinta-sardonia

Na koniec zostawiłem dwa wina o potencjale największym, teoretycznie przynajmniej. Białe La Mar, ze szczepu caiño blanco (85%) uzupełnionego albariño (10%) i loureiro (5%) i czerwone Quinta Sardonia (QS) produkowane z winogron rosnących na czterdziestu dwóch akrach winnicy w Villabañez.*** Mamy tu zatem odmianę tempranillo – tinto fino (52%), cabernet sauvignon (26%), merlot (9%), syrah (5%), petit verdot (4%), cabernet franc (2%) i malbec (2%). Jak wcześniejsze doświadczenia pokazują, takie kupaże fajne wrażenia zostawiać potrafią.

Zaczynając od wina białego. La Mar, rocznik 2011, alkoholu rozsądnie 12,5%. Wzrok: błyszczące, krystaliczne, klarowne. W barwie intensywnie złote, sprawiające tym wrażenie gęstego, pełnego ciała. Nos: dzieje się, choć jest delikatnie. Aromat rozbudowujący się od dojrzałych owoców tropikalnych (melon, awokado), poprzez nuty pierne ku ziołom. Bukiet wyczuwalny, mineralny z domieszką drewna sandałowego. Rozbuchania nie ma, ale klasa jest. Usta: pełne grejpfrutów, zarówno żółtych jak i czerwonych, z odrobiną pierności. Tło miodowe. Kwartami. Znów solidne cztery, kwasowość średnia w pierwszej, pół toni niższa do czwartej włącznie. Goryczka niska plus w pierwszej, owoc średni plus od drugie do czwartej. Wino w dotyku gładkie, finisz długi, posmak przyjemy, grejpfrutowo-miodowy.

Przechodząc do wina czerwonego. Quinta Sardonia, w skrócie QS, rocznik 2007, alkoholu zupełnie odjechane 15%. Dębowane miesięcy szesnaście. Wzrok: błyszczące, krystaliczne, klarowne. Tony koloru, równomiernego i intensywnego. Barwa ciemnoczerwona, purpurowe obrzeża i delikatna ceglastość w refleksach. Nos: aromat urzekający dualizmem. Między wytrawnością, czarna porzeczka i zioła, a dojrzałą słodyczą owocu – maliny. Bukiet: dymny z wanilią w tle. Byłby ideał przy woltażu dwa procent niższym, tak jest bardzo dobrze z poprawką na alkohol tu i ówdzie. Usta: dym, czarne porzeczki, pieprz, powtórzyć. Kwartami cztery razy dwa prawie, robi wrażenie. Kwaskowatość średnia minus od pierwszej. Od drugiej garbniki winogron (średnie), garbniki dębiny (średnie minus) i owoc (średni plus). W dotyku znów dualizm, gładkość i szorstkość jednocześnie. Posmak zacny, porzeczkowo-dymno-garbnikowy. Finisz długi, bardzo długi.

Punktacja i ocena techniczna dla win białych – tutaj, dla win czerwonych – tutaj.

Podsumowując. Dwa ponadprzeciętne wina, jakże różne od poprzednich czterech. La Mar delikatne i subtelne, Quinta Sardonia urzekająco schizofreniczna. Można by pomarudzić, że La Mar trochę zbyt subtelne, a Quinta Sardonia alkoholowo przegięta. Jednak są chwile kiedy narzekać nie warto, ta do nich należy. Szczęśliwie oba wina w Polsce niedostępne, zatem na cenami znęcać się też nie będę. Zaś jak wejdą wam w drogę na hiszpańskim trakcie, kupcie, warto.

I tak dochodzę do konkluzji notki niniejszej. Dostać wina z Hiszpanii – fajowe, sprawdzić polskie ceny – załamujące, znaleźć dwie perełki – bezcenne.

* Wesprę się tu po raz kolejny źródłem niezastąpionym, czyli książką Oz Clarke “Grapes & Wines”.
** O Rosal – 1 200 000 butelek, Abadia de San Campo – 312 000 butelek.
*** La Mar – 20 000 butelek, Quinta Sardonia – 44 000 butelek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz