niedziela, 17 czerwca 2012

Wino: Etykieta zastępcza

vacqueyras_chablis

Po zawartości chłodziarki widzę, że zaczął się sezon na winne przesyłki. Lidl, oprócz opisywanych już tu barolo i klareta podesłał dwie nowości. Obie francuskie, obie poniżej złotych trzydziestu, jedną białą (Chablis), jedną czerwoną (Vacqueyras). Podobny w kolorystyce i cenie (około dwudziestu złotych za butelkę) zestaw dostałem też z Makro, choć hiszpański, nie francuski. Białe Verdejo z regionu Rueda i czerwone Roble z Ribera del Duero. Cóż było począć, trzeba było obie przesyłki ocenić. Co też uczyniłem.

Zacznę od win białych. Lidlowy Francuz dekoruje swą etykietę nazwą znaną i uznaną, czyli Chablis. Klasyka gatunku, 100% chardonnay, dla niektórych jedyne wino białe, które warto pić, itd., itp. Pytanie czy w każdym przypadku i od każdego producenta? Się zobaczy, choć na tej etykiecie producenta raczej ciężko znaleźć. Inne dane są. Zatem rocznik 2010, alkoholu zacnie 12,5%.

Etykieta makrowego Hiszpana także wskazuje na elitarne pochodzenie. Było nie było region Rueda to według specjalistów jedna z najlepszych hiszpańskich apelacji win białych.* A jeśli Rueda, to szczep verdejo. Tutaj producent jest równie zagadkowy, choć można by uznać że jest nim “Señorio Real” dumnie prezentującego się na etykiecie. Jednak jest to wyłącznie marka handlowa Makro, a producentem jest bodega Avelino Vegas.** Inne dane to, rocznik 2011, alkoholu 13%, zatem też przyzwoicie.

Przechodząc do oceny. Wzrok: porównując kieliszek w kieliszek, Verdejo wygrywa intensywnością barwy, widocznej, słomkowej z zielonkawym odcieniem. Chablis na tym tle prezentuje się nie inaczej niż bezbarwnie. W innych obszarach remis, zatem błysk w kieliszku jest, klarowność jest. Nos: i znów Verdejo górą. Jest solidny ananas w aromacie i wyczuwalny bukiet piaskowy, mineralny. Słowem jest prosto acz przyjemnie. Chablis aromat ma kwiatowo-pieprzowy, natomiast bukietu doszukać się niełatwo. Jeśli już obstawiałbym mineralny. Tak czy inaczej bliżej tu do sauvignon blanc niż chardonnay, tym bardziej do klasowego chardonnay. Usta: o ile w poprzednich kategoriach Verdejo wygrywało o włos, tutaj deklasuje rywala. W skrócie daje więcej, trwa dłużej i zostawia po sobie milsze wrażenia. W wersji pełnej, Verdejo to pierność i ananas, z wapnem w tle. Kwartami kwaskowatość trwa cztery i trochę na poziomie średnim, średnim plus. Owoc trzy i trochę, od kwarty drugiej na poziomie średnim, średnim minus. Pod koniec pierwszej dochodzi jeszcze goryczka, niski, zanikająca na początku trzeciej. Finisz zatem jest średnio długi, wino w dotyku kłujące, posmak pozostawia przyjemny, pierny i cytrusowy. Chablis zaś pamiętam głównie z kwaskowatości i goryczki. Ta pierwsza na poziomie średnim, średnim minus trwała kwarty trzy, ta druga na poziomie niskim skończyła się w kwarcie drugiej. Owoc zaistniał na kwarty drugą i trzecią na poziomie średnim minus. Na plus uznałbym miodowe tło całości. Finisz zatem średni, wino w dotyku porowate, posmak bez emocji, kwaskowatość i wapno.

Podsumowując. Zacytuję pewną panią z baru przy drodze krajowej nr 1, zapytaną przez moją lepszą połowę o to czy ma w ofercie espresso: “Ja pani zrobię małą kawę, a jak sobie to pani nazwie, to już pani sprawa.” Tak właśnie jest z lidlowym Chablis. Ktoś zrobił przeciętne, marketowe białe wino, a ktoś dumnie je nazwał Chablis. To ja już wolę Verdejo, które nie obiecuje więcej niż może dać i jest solidnym białym winem, wyróżniającym się z tłumu.

Punktacja i ocena techniczna – tutaj.

senorio-real

Czas na wina czerwone. Od Lidla Vacqueyras, mniej znany brata Châteauneuf-du-Pape. Równie bezimienny producencko co Chablis. Z pozostałych danych, rocznik 2010, alkoholu 13%. Szczepowo, według apelacji, powinniśmy tu mieć grenache noir, syrah i mourvédre.

Od Makro Señorio Real Roble Oak Aged, czyli znów bodega Avelino Vegas w akcji. Z pozostałych danych rocznik 2011, alkoholu 13,5%. Wino w 100% ze szczepu tempranillo, przez cztery miesiące starzone w beczkach.

Korki odkorkowane, wino glup, glup, kieliszki napełnione, ocenę czas zacząć. Wzrok: idziemy na remis. Oba wina klarowne, oba błyszczące, w obu kolor równomierny. Vacqueyras średnioczerwony z purpurowymi odblaskami, Señorio Real rubinowy. Jest dobrze, bardzo dobrze. Nos: i znów remis, na przyzwoitym poziomie dodać warto. Vacqueyras w aromacie pełen soczystych truskawek, jagód i ziół. Bukiet zaś prezentuje skórę, tytoń, stal. Señorio Real prostsze w aromacie, pełnym owoców leśnych, bardziej zróżnicowane w bukiecie (stajnia, wanilia w tle). W obu winach zdarza się też wyczuć powiew ich młodości, ale bez psucia pozytywnego ogólnego wrażenia. Usta: wynik to poniekąd kwestia gustu. Señorio Real oferuje owoce leśne i słodki paraliż jamy ustnej przez nieokrzesane garbniki. Kwartami garbniki rzucają się na kubki smakowe już od pierwszych sekund i trzymają na poziomie wysokim pierwsze dwie kwarty. Następnie słabną do poziomu średniego, średniego minus w kwartach trzeciej i czwartej. Sekunduje im kwaskowatość, w kwarcie pierwszej i drugiej średnia plus, trzeciej średnia, czwartej średnia minus. Garbniki dębiny, niski plus, są przez ten czas w tle, owoc zaś daje radę od kwarty drugiej do czwartej, średni. Finisz zatem długi, wino w dotyku obowiązkowo szorstkie z przyjemnym wytrawno-owocowym posmakiem. Vacqueyras oferuje ciut więcej wyważenia i ciut mniej wodotrysków. Pierwsze skrzypce przez cztery kwarty gra kwaskowatość, pulsująca od średniej do średniej plus. W drugiej kwarcie dołączają się garbniki winogron, także zmienne w czasie między poziomem średnim, a średnim plus. Goryczka pojawia się i znika między kwartami pierwszą i drugą, średnia. Zaś owoc lekko zawodzi od kwarty drugiej będąc między niskim, a niskim plus. Finisz średnio długi, wino w dotyku gładkie o przyjemnym jagodowo-garbnikowym posmaku.

Podsumowując. Dwie skromne etykiety, dwa solidne wina wyróżniające się z tłumu. Do medytacji może nie, ale do obiadu, choćby niedzielnego jak najbardziej. Bezspornie pozytywne zaskoczenie razy dwa.

Punktacja i ocena techniczna – tutaj.

Zatem było dziś prawie sielankowo. Sielankowo, gdyż po raz kolejny okazało się że za dwie, trzy dychy złotych polskich nie jesteśmy skazani na zlewki z dna zbiornika. Prawie, gdyż chablis okazało się nie tylko cieniem chablis, ale także cieniem chardonnay. Jakby to ujęto w ustroju minionym, była to etykieta zastępcza, nie mylić z oryginałem.

* Oz Clarke “Grapes & Wines”, 2008
** źródło tej informacji – tutaj

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz