niedziela, 22 lipca 2012

Toskania: Zapiski po podróży

trattoria-del-papero

Jest godzina dwudziesta druga, jest trzydzieści jeden stopni. Stopklatka i cisza. Dyskretne oświetlenie, gwiaździste niebo, roślinność i architektura. Dodajmy dynamikę. Chromowany trójząb kruszy osmaloną skorupę. Stalowe ostrze tnie gładko, głęboko przez czerwone mięso. Nie pojawia się nawet kropla krwi. Siekacze sieką, trzonowce miażdżą, kęs rozpływa się w ustach. Przełknięcie, płynny ruch szkła po spirali. Owocowa kwaskowatość dopełnia soczystość Bistecca alla Fiorentina, cierpkość garbników spłukuje gardło. Bańka ciszy pęka, scena eksploduje gwarem rozmów. Jest godzina dwudziesta druga, jest trzydzieści jeden stopni.

Jeśli jesteś mięsożercą, jeśli uważasz że zielone zabija*, jeśli jesteś w okolicach Florencji, to uczta przy Bistecca alla Fiorentina punktem obowiązkowym jest i już. Koniec końców można florencką bisteccę uznać za matkę wszystkich steków. Jak inaczej nazwać ponadkilogramowe połcie najprzedniejszej, dojrzewającej wołowiny, zręcznie przyrządzane na klasycznym grillu, doprawione jedynie kryształkami soli. Tutaj nikt cię nie zapyta jak ma być wysmażone, wzorzec jest jeden jedyny i słuszny. Zaś z dodatków tylko wino jest ważne. Obowiązkowo chianti, obowiązkowo bazowe chianti, z nieokrzesanym garbnikiem i kwaskowatą naturą. Bistecca to barokowy przesyt, mięsna hekatomba. Żeby ją przeżyć potrzeba wina oczyszczającego jak papier ścierny, odświeżającego niczym kęs cytryny. Potrzeba nie na kieliszki, lecz na butelki.

A jak się zdecydujecie, to polecam miejsce gdzie według mnie bistecca jest idealna, chianti do niej dobierają idealne i jest tak teraz, ale było też tak cztery lata temu. Słowem, polecam knajpkę Toscani da Sempre w Pontassieve, od dworca kolejowego piechotą jakieś pięć minut.

Z innych stołów i miejsc:

  • Trattoria del Papero w miejscowości Riparbella kilkanaście kilometrów od nadmorskiej Ceciny. Trafiliśmy tam poprzez sprawdzony i niezawodny przewodnik slowfoodowy, opisany tutaj. Menu kredą na tablicy pisane, makarony i ravioli domowego wyrobu palce lizać. Wspominając o menu degustacyjnym dostajemy pierwsze i drugie danie wybrane z menu ze zniżką, warto. Porcje spore, klimat przytulny, jedzenie dobre, ceny rozsądne.
  • Garmaż w Cecina Mare, przy rondzie na skrzyżowaniu Vialle della Republica i Vialle Galliano. Najlepiej przyjść około jedenastej, wtedy wybór jest największy. Kalmary nadziewane zacne, królik faszerowany ze szpinakiem i jajkiem niczego sobie, toskańska zupa rybna odlot. Jakbyście się zastanawiali, to rozumienie zupy rybnej w Italii jest znacząco odmienne od polskiego. W wersji toskańskiej dostaniecie solidną chochlę, albo dwie owoców morza i słusznych cząstek ryb z dodatkiem sosu pomidorowo-paprykowego, na dwóch kromkach czerstwego chleba. Palce lizać, choć podołać takiej porcji niełatwo.
  • Garmaże na ruchomych targowiskach. Targowisko od rana do wczesnego popołudnia bywa codziennie w innym mieście danego regionu. Wraz z targowiskiem przenoszą się między innymi garmaże, których oferta także w tej wersji potrafi być zacna. W Cecinie z takiego garmażu jedliśmy przebogate fritto misto, czyli owoce morza smażone w panierce. Wersja restauracyjna do wersji garmażeryjnej startu nie miała. Jedyny minus, akurat fritto misto przygotowywane było na zamówienie, zatem do odbioru w innym mieście dnia następnego dopiero.
  • El Faro, Cecina Mare. Wieczorem czynna jest restauracja, nie byłem. W dzień czynny jest bar na plaży, polecam. Smacznie, szybko i rozsądnie cenowo. Kwiaty cukinii mniam, tuńczyk grillowany mniam, dwudaniowe menu dnia dobre, choć porcje nie największe.

I to by było na tyle, zgłodnieliście? Ja tak, zatem idę coś zjeść. Jest godzina dwudziesta druga i kwadrans, jest czternaście stopni, podobno jest lato.

lampredotto

PS:
Na zdjęciu powyżej lampredotto rzecz jasna, w wersji z sosem czerwonym i zielonym.

* kolega lekarz tak twierdzi, a ja mu wierzę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz