niedziela, 26 sierpnia 2012

Grappa: Od destylatu do baryłki

grappa-razy-osiem

Ostatni raz grappa na moim blogu gościła w lipcu, roku 2011. Od tego czasu, choć tu i ówdzie grappy spróbować było mi dane, do notki kolejnej zebrać się nie potrafiłem. Jednak gdyśmy się wreszcie z Z. na długo umawianą grappy degustację spotkali, wyjścia nie było. Trzeba było wypić, ocenić i na bloga przelać. Co też dzisiaj czynię.

Spotkaliśmy się u Z., sobotnim popołudniem przy stole zastawionym bogato potrawami na kuchnię włoską stylizowanymi, które pod grappę podkładem doskonałym się okazały.* Flaszek siedem Z. wyjął, ja skromne trzy przywiozłem.** Łącznie jeden destylat był, jedna grappa biała „przemysłowa”, pięć białych jednoszczepowych lub o określonym miejscu pochodzenia i trzy grappy starzone, z których najstarsza piętnastoletnia. Zatem pełen przekrój włoskiej grappy na jednym stole, w jednym polskim mieszkaniu, w tysiącletnim hanzeatyckim mieście G.

Zaczęliśmy od białej grappy z winogron szczepu nebbiolo destylowanej, w destylarni Castelli. Grappa di Barolo, bo o niej mowa, dojrzewała w kadziach stalowych przez 6 miesięcy po destylacji. Alkoholu słuszne 50%, rocznik 2003. Trunek ujął mnie łagodnością, zaskakującą jeśli spojrzeć na woltaż alkoholu. Nos typowo grappiany w pierwszej nucie, znaczy z muśnięciem acetonu, znakomicie rozbudował się w drugiej nucie o kandyzowane owoce, mniam. Całość dobrze dopełniła owocowa, gęsta słodycz w ustach. A posmak trwał, trwał i trwał. Słowem, uczciwie zrobiona grappa.

Grappa numer dwa, również biała, pochodziła z wybrzeża Ligurii, regionu Cinque Terre. Destylarnia Cantina Cinque Terre, alkoholu 42%, nierocznikowa. Nos choć nie zatracił grappianej natury to zręcznie ją ukrywał. Dominującymi aromatami były: kwiaty, dojrzałe słodkie figi, cytrusy z nutą oliwy z oliwek. W ustach natomiast eksplozja cytrusów, orzeźwiająca niezmiernie. Podsumowując, zielona butelka z Cinque Terre okazała się grappą rewelacyjną, o ile nie wybitną.

Po zielonej butelce, nadszedł czas na butelkę stożkowatą, także z Cinque Terre. Opisywałem ją już kiedyś, tutaj i ta degustacja mojej opinii nie zmieniła. Aromat, sterylność, elegancja na plus, metaliczny smak i posmak na minus, przesłaniający mi wcześniejsze plusy. Choć Z. tak surowy w ocenie nie był.

Następna w kolejce była grappa z Lombardii znad jeziora Garda. Także opisywana tutaj u zarania bloga wręcz, teraz ograniczę się do podsumowania. Czteroszczepowa grappa Suler od Comincioli to uczciwie zrobiona grappa, zręcznie zbudowana wokół suszonych winogron z długim, powoli gasnącym finiszem.

Zwycięskie serie nie trwają wiecznie, załamanie formy degustowanych grapp było tylko kwestią czasu. Pierwsze symptomy pojawiły się przy grappie numer pięć. Grappa Chardonnay di Franciacorta z destylarni Borgo Antico San Vitale okazała się być poprawna i tyle. Odrobina acetonu, trochę winogron, wystarczająco aromatycznie by nie pomylić z wódką lecz jednowymiarowo. W porównaniu z pierwszą czwórką do zapomnienia, choć bez przykrości.

Grappa Chiorri, 40%, czyli trunek numer sześć to już nie była grappa, to była wódka. Przynajmniej w nosie, usta ratował posmak melona. Jak macie w domu butelkę takowej to zalecam serwować dobrze zmrożoną, wręcz oleistą. Rozkładanie tego trunku na czynniki pierwsze radości wam nie przysporzy.

Wódczany trend kontynuował trunek numer siedem, Distillato di Uva Pinot Blanco z Castello di Arcano. Mimo 43% woltażu, mimo zacnego producenta win przynajmniej, mimo powoływania się na konkretne winogrono była to tylko i wyłącznie wódka. Zatem znów, pić zmrożoną, oleistą i nie zwracać uwagi na odczapisty napis Superiore na etykiecie.

Wycieczka w wódczane rewiry znużyła nas na tyle, że kolejny destylat sobie podarowaliśmy. Nadszedł czas na wagę ciężką, czyli grappy starzone w beczkach. Na start dziesięcioletnia** Grappa di Nebbiolo da Barolo z Antica Distilleria di Altavilla. Rocznik 2000, woltaż zacny 45%. Nos okazał się być rewelacyjnym. Otworzyło muśnięcie grappianego styly, a dalej orzechy, kilogramy orzechów i cytrusy w tle. Odorów alkoholu zero, przecinek zero zero i zero. Kiedy zaś usta dorównały nosowi zrobiło się wręcz bajecznie. Najpierw był grejpfrut, później grappa, winogrono, mniam. Podsumowując, dziesięcioletnia Grappa di Nebbiolo da Barolo to wielowarstwowy majstersztyk destylacji, zacnie łączący elegancję beczki, nieokrzesanie grappy i aromaty winogrona. Grappomaniaka pozycja obowiązkowa.

Po klasie grappy numer osiem dziewiątka łatwego zadania nie miała. Była nią Grappa Riserva Privata Barricata z Distilleria Botega. Woltaż 42%, rocznik zaś nieco skomplikowany. Otóż grappa ta jest mieszanką dziesięciu roczników, po 10% każdego, dojrzewających w beczkach od dekady do roku. Nos elegancki choć pełen grappy, dobrze ukrywa aceton i przyzwoicie odory alkoholu. Całość dopełniają kilogramy słodkich fig i suszonych winogron. Usta bardziej zadziorne, najpierw wydają się pełne i słodkie by po chwili ukąsić suchością, wręcz wytrawną. Posmak lekko suchy, winogronowy, lekko metaliczny.Ogółem zacnie, jednak oczko niżej od numeru osiem.

Grande finale przypadło grappie najdłużej starzonej, aż lat piętnaście. Mowa tu o I Tre Lustri z Antica Distilleria di Altavilla, o woltażu 42%. Proces starzenia wyjaśnia jej nazwa odwołująca się do trzech luster. Każde lustro to 5 lat w beczce, odpowiednio najpierw francuskiej dębowej, następnie kasztanowca, a na koniec jesionowej. Efekt? Nos wierny grappie, pełen słodkich, soczystych winogron. Usta eleganckie, kwaskowate i pełne winogronowej małmazji jednocześnie. Piętnaście lat w beczkach spędzone nie poszło na marne. Podsumowując grappa dobra, długa w finiszu, pamiętna w posmaku. Dziewiątkę pokonuje na punkty, prawego prostego ósemki wszak ustać nie potrafi.

Wnioski końcowe. Grappa di Nebbiolo da Barolo była klasą sama dla siebie, zaś zielonobutelkowa grappa z Cinque Terre zasłużyła na pewne drugie miejsce. Spośród pozostałych obroniły się grappy grappiane, których twórcy nie ulegli pokusie sterylności alkoholu, kosztem utraty smaku. Na grappy o smaku wódki, tudzież destylaty szkoda czasu. Tu nie chodzi o czystość, tu chodzi o aromat i smak. I tego się będę trzymał.

* wyrazy uznania w tym miejscu szanownej małżonce Z. się należą, która również miłośniczką grappy jest.
** zdjęcie autorstwa Z. wykonane post factum, dlatego osiem z dziesięciu flaszek zawiera, dwie z powrotem do domu zabrałem.
*** w przypadku alkoholi ciężkich typu whisky czy grappa przyjętym jest, że przelanie do butelki przerywa proces dojrzewania / starzenia trunku. Zatem grappa z roku 2000, starzona dziesięć lat w beczkach, w roku 2050 nadal będzie tylko i wyłącznie grappą dziesięcioletnią. Dla porządku wspomnę istnienie zdania odrębnego, którego zwolennicy wierzą w pozytywny wpływ czasu spędzonego w butelce na smak trunku.

2 komentarze:

Łokcie na Stole pisze...

Dwa pytania, jeśli można :)
Po pierwsze, mam zestaw kieliszków dedykowany do grappy, czy to faktycznie dobry wybór do tego trunku? Pytam, bo o ile, brandy nie ma przede mną wiele tajemnic, podobnie jak i whisky, to grappa jest dla mnie zupełnie nieznanym temat.
Noi pytanie numer dwa- aceton w bukiecie - to nuta podobna do tej w whisky (aceton bywa tam wyczuwalny)? bo trochę nie typowy aromat jak na brandy...

Konrad Jagodziński pisze...

@Łokcie na stole
Ależ proszę :)

Ad. 1
Po pierwsze, pytanie jak te kieliszki wyglądają? Bo np. do whisky widziałem "dedykowane" szklanki, których kwadratowy kształt, żywcem z amerykańskich filmów wzięty, do degustacji nijak się nie nadawał.

Po drugie, tradycyjne kieliszki do grappy są bardzo zbliżone do wódczanych, tyle że na stopce. Według firmy Riedel kieliszek do oceny grappy tak powinien wyglądać. A wręcz iść w kierunku skrzyżowania kieliszka wódczanego z szampańskim, jak w linku widać. Ma to chronić nozdrza przed oparami alhokolu, uwypuklić zaś nuty owocowe, etc.

Ja sam grappę lubię pić z kieliszków do whisky, które w paru notkach na tym blogu wystąpiły. Przy czym zgodnie ze wskazówkami dotyczącymi oceny alkoholi wysokoprocentowych, których źródła dziś nie pomnę, nie kręcę trunkiem przed zaczerpnięciem aromatu i nie wkładam nosa w kieliszek. Daję chwilę czasu oparom grappy na wypełnienie kielicha, a następnie z odległości centymetra, półtora wdycham aromat w nozdrza.

Ad. 2
Acetonu to ja w whisky wyczuć, nie wyczułem. W czerwonej naklejce Jasia wyczuwałem swego czasu denaturat, podobnie jak i w innych podlejszych blendach. Dlatego też na single malty się przerzuciłem. Jeżeli myślę o acetonie w grappie, to myślę o zapachyu tożsamym ze zmywaczem lakieru do paznokci.

Prześlij komentarz