czwartek, 13 września 2012

101 win: Uwodząca zwodniczość

top10

Byli liderzy w negatywie, czas na liderów pozytywnych. Zanim zaś w szeregu zbiórka, słowo wstępu, góra dwa, nie więcej niż pięćdziesiąt. Opisując dno i okolice na brak emocji nie narzekałem. U szczytu natomiast jakoś to wszystko poukładane, zacne i zrównoważone, w większości. Zatem dłużyzny być mogą, choć smakowo małmazja za małmazją. Cóż począć, szwarccharaktery tak już mają, że zaintrygować potrafią. Od tych dobrych, po prostu się wymaga.

Jeśli zachęciłem wystarczająco, to do rankingu zapraszam.

Miejsce 10-te – 15,5 pkt. - trzy wina ex aequo.

Quinta Sardonia z Hiszpanii. Schizofreniczna naturą, wino ujmujące i przeginające jednocześnie. Miejsce w rankingu zawdzięcza sile winogrona, które międzynarodowej dębinie miejsce w szeregu pokazać potrafiło.

Heartland Lagrein Dolcetto z Australii. Dobre wino jak film, korzysta z nieoczekiwanych zwrotów akcji. Nos mocarny, przewidywalny, sam w sobie nudny. W towarzystwie ust lekkich i orzeźwiających, wprost przeciwnie natomiast.

Principiano Giuseppe e Francesco Barolo z Piemontu. Garbnikowy sztorm jako entrée. Katharsis, które z czasem pozwala docenić niuanse tła. A podano to z klasą, choć swojsko, bez technologicznej nowomowy.

Miejsce 8-me – 15,75 pkt. – dwa wina ex aequo.

Chateau Franc-Pourret z Francji, Bordeaux, u la la. Swoiskość owocu, charakterność bukietu i aksamitny pazur smaku. Klasycznie aż do bólu, uczciwie takoż, czegóż chcieć więcej.

Castello di Fonterutoli Chianti Classico z Toskanii. Czy chianti, by wypunktować zacnie międzynarodowym być musi trochę? Chyba tak, inaczej na niszowość skazanym bywa, kategorię win ciekawych, acz narowistych. Gdzieś między dwunastym a piętnastym na skali punktem.

Miejsce 7-me – 16 pkt. – Te Mata Woodthorpe Syrah z Nowej Zelandii. Kilogramy owocu podane ze smakiem, soczkom owocowym na pohybel. Do tego trwa, trwa i końca nie widać.

Miejsce 6-te – 16,25 pkt. – Fattoria Lavacchio Cedro Riserva z Toskanii. Merlot 1 : Cabernet 0, w kwestii kupażu z sangiovese przynajmniej. Samo zaś wino zwodniczo uwodzące. Lecz czy czasem zwodzeni być nie chcemy, choć fortelu świadomi jesteśmy?

Miejsce 3-cie – 16,5 pkt. i trzy wina ex aequo.

Bordeaux Chateau Teyssier z Francji. Choć Nowym Światem trąci, to Stara Europa pola oddać ani myśli. Takie tam zapasy, na których zyskują nos, usta i kubki smakowe. A że łatwe ciut? Cóż, po trudach dnia codziennego ciężko to wadą nazywać.

Waterstone Shiraz z Kalifornii, yeah babe. Lampa Alladyna, mgiełka, smuga cienia. Kalifornia, rocznik 2005, a tu ciekawie, delikatnie, oryginalnie, bardzo ciekawie. Dobrze że zdążyłem, nim za późno byłoby.

Lalama Dominio Do Bibei z Hiszpanii. Przybysz z kraju dębiny, fig, łagodności i międzynarodówki, bo Franco to już nie, czas jakiś dłuższy. A tu proszę równowaga, ząb, lekkość. Przeciwieństwa skwantyfikowane, skatalogowane, skonsolidowane, skorelowane, skoligacone.* Co by nie mówić, czy wiecie jak jest po hiszpańsku cztery?**

Miejsce 2-gie – 17 pkt. – Weingut Herbert Meßmer Spätlese Trocken z Niemiec. Wytrawna słodycz, lub słodka wytrawność. Żeby u mnie, czerwonopijcy, białe wino wiceliderowało? Zaprawdę dobrym być musi, tak sobie myślę.

Miejsce 1-sze – 17,25 pkt. – Hacienda Pradolagar Reserva z Hiszpanii. Można napisać za dużo, można nie napisać wystarczająco. Spróbuję obrazem. Późne jesienne słońce, para oddechów, turkus zatoki, zziębnięcie i ciepło, drewniane molo, aromat i bryza, krystaliczność kieliszków, finezja i trwanie.

* mógłbym tak jeszcze chwilę ale przestanę, pójdę bryzę odetchnę i do pisania wrócę za chwil parę.
** żartów tłumaczyć nie wypada, zatem jeszcze trochę na bryzę się wystawię, może mi przejdzie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz