wtorek, 18 września 2012

Winne Wtorki: Dwadzieścia procent

brunello

Miasteczko Montalcino odwiedziłem lat temu dwa. Twierdzę obejrzałem, przy wystawce brunello roczników zabytkowych ślinka pociekła, butelkę w rozsądnej cenie, rozsądnej jakości, nabyłem w sklepie za rogiem i wypiłem niezwłocznie.* Fajnie w kieliszku trunek wyglądał, fajnie smakował, wspomnienia zacne zostawił.

Rok temu, żeby brunello się napić, wystarczyło mi do Poznania zawitać. Przeglądowa degustacja sangiovese u Andrzeja zacną była, choć wspomniane brunello od stawki odstawało. Zwyklaście trunek w kieliszku wyglądał, zwyklaście smakował, wspomnień nie zostawił.

Kolejny rok minął, tradycja zobowiązuje, czas się brunello napić ponownie. Będzie to butelka producenta całkiem sporego, kupiona właściwie przypadkiem, co sobie stała gdzieś w rogu, w markecie piemonckim, nie toskańskim wcale. Dlaczego kupiona została? O tym na koniec będzie.

Przechodząc do szczegółów technicznych. Brunello di Montalcino, producent Castello Banfi. Rocznik 2004, zatem jak na brunello młodzian właściwie. Alkoholu przyzwoicie - 13,5%. Zgodnie z zasadami apelacji 100% sangiovese**, dwa lata starzenia w baryłkach dębowych francuskich i kadziach dębowych słowiańskich slawońskich, rok w butelce i do sklepu. Wzrok: klarowne, krystaliczne. Kolor równomierny, średnioczerwony, lekki i czysty. Refleksy prawie lekko ceglastymi nazwać by można. Koniec końców barwa jak na sangiovese przystało, bez innogronowych głębin i smolistości. Jest szansa że te 100% to naprawdę. Nos: aromat kwiatowo-owocowy (fiołki, świeże maliny). Bez dżemowatości, z pierną nutą, która może też być dobrze zamaskowanym alkoholowym powiewem. Bukiet z nutą wanilii dębowej, sporą ilością zapachów szpitalnych i drzewa sandałowego. Całość stonowana, nienarzucająca się, elegancka. Usta: wapienne, znaczy mineralne, znaczy okay.*** Z czasem do głosu dochodzą owoce leśne i cytrynowa kwaskowatość, oba składniki odpowiednio sangiovesowate. Kwartami. Pierwsza rozwija się dobrą kwaskowatością (średni minus) i owocem (średni minus) pod koniec. Z wapiennością na przedpolu rzecz jasna. W drugiej brunello wybrzmiewa w pełni, kwaskowatość (średni), owoc (średni minus), garbniki winogron (średni plus), garbniki dębu (średni minus). Trzecia jak druga, przy czym kwaskowatość jeszcze o pół tonu wyżej (średni plus). I tak trwa całość przez czwartą, piątą, szóstą i dalej, liczyć przestałem. Jedynie owoc w czwartej usuwa się na plan dalszy, daleko dalszy (niski). Zatem finisz bardzo, bardzo długi. Posmak wapienny, a jakże, garbnikowy, ściągający jeszcze. Wino w dotyku szorstkie, na plus, nie kredowo miałkie, byłoby na minus.

Punktacja, wykresy, etc. – tutaj.

Podsumowując. Garbniki zacne, ściągające. Kwasowość zacna, cytrynowa. Jest struktura, jest długość, owocu też się wystarczająco znajdzie. Do tego lekkość wskazująca na monopolu sangiovese zachowanie i niby wszystko super. A jednak w kontekście czegoś mi brakuje, może jeszcze dziesięciu lat w piwniczce leżenia? Wiem, marudzę, zatem dobranoc.

brunello-minus-20

ww Brunello i Rosso di Montalcino
u pozostałych:


Sstar
Czerwone czy białe?
WINniczek
WineTasting.pl
Winne Przygody

* czyli po dwóch godzinach od otwarcia, zgodnie ze sprzedawcy zaleceniem.
** przynajmniej według producenta. Jakby nie patrzeć afera Brunellopoli wywołana “chrzczeniem” brunello jakimiś cabernetami, merlotami, czy syrahami wybuchła w 2007 roku.
*** wiadomo przecież, że mineralne wino to jest to. Na poważnie zaś, akurat tutaj wapienność dobrze się zgrywa z pozostałymi elementami. Choć czy takie jej natężenie to zaleta, czy wada, to już kwestia gustu, a o tych jak wiadomo się nie dyskutuje.

3 komentarze:

Grzegorz pisze...

"...Dlaczego kupiona została? O tym na koniec będzie... "
hmmm ..nie doczytałem do końca czy też autorowi watek się urwał/nie wrócił ?

Photo Solo Jam pisze...

@Grzegorz

Tam się od razu wątek urwał. Podobno obraz jest wart tysiąca słów, zatem potraktowałbym zdjęcie kontretykiety jako sążniste zagadki wyjaśnienie.

A czytając u innych Winnowtorkowiczów, że brunello to "na bogato", wytłumaczę wyboru tego trunku powody. Otóż zwiodła mnie włoska cen perspektywa. Opisane brunello 23 euro kosztowało, w Montalcino swego czasu poniżej 20 euro spokojnie butelkę kupiłem. W Polsce zaś, jak to w Polsce, Banfi od 160 zł w górę. To rzeczywiście środkową półką nazwać już ciężko, choć uwzględniając inflację.

Grzegorz pisze...

Przepraszam serdecznie za moją wadę wzroku :) Do głowy mi nie przyszło by w kontretykietę się wpatrzeć wnikliwiej :)

Prześlij komentarz