wtorek, 9 października 2012

Apulia: Spiekota południa

salice-salentino

[Aktualizacja 10.11.2012 - Namieszałem z ostatnim winem w notce, posypuję głowę popiołem. Dokładniej zaś namieszałem z jego pochodzeniem, w sensie przypisania do regionu. Jakoś tak sobie przełożyłem, że skoro A. opowiadał o tym winie w kontekście wyjazdu do Apulii, to wszystkie wina stamtąd pochodzić będą, które w opowieści się znalazły. A jednak Tramonti pochodzi z Kampanii, południowych okolic Neapolu uściślając, gdzie Tenuta San Francesco swoje winnice ma. Mogłem sprawdzić stronę producenta, mógł szczep aglianico zapalić lampki ostrzegawcze w mojej głowie. A przede wszystkim mogłem etykietę ze zrozumieniem przeczytać, z której Costa d'Amalfi po oczach bije. W każdym razie koniec końców mnie oświeciło i zmiany konieczne poniżej nanoszę.]

Za oknem szaruga jesienna, mżawka, siąpawka, strugawka, gradobicie, będzie dziś zatem o winach ze słońcem w butelce. Winach z regionu, gdzie mieszkańcy dla odmiany narzekają na suszę, upał, udar słoneczny, skwar i żar. Bo czymże życie bez narzekania byłoby, no czymże?

Wracając do win. Apulia widziana przez pryzmat tamtejszego zinfandela wypadła prymitywnie. Zamiast dżemowatości owoców znalazłem alkoholowość odorów. Smutne, acz się zdarzyło. Tym smutniejsze, że flaszki cztery kolejne, tyle że ze szczepów innych, w kartoniku zostały.

Cóż było robić, trza było ocenić. Pół roku to z górką trwało, ale koniec końców ostatnia z nich pękła i kartkę punktami zapełniła. Dwoma zdaniami kwartet [tercet z solistą] tenże opisując: Momenty były, owoc wyczekiwany także. Woltażu miarkowanie w słońcu dobre jest, kwaskowatości doza tym bardziej. Do win zatem.

Zacznę od trunku, który, z prezentowanego kwartetu, zrobił na mnie największe wrażenie. Salice Salentino od Feudi di San Marzano, DOC, rocznik 2009. Tak jak chianti nie istnieje bez sangiovese, tak salice salentino wymaga gron negroamaro i malvasia nera. Alkoholu rozsądnie 13%. Beczki, to wino nie widziało, jak i pozostałe zresztą, będzie au naturel dzisiaj. Wzrok: błyszczące, klarowne, o intensywnym, równomiernym, średnio do ciemnoczerownego kolorze. Barwą i refleksami wiśniowe. Winne naturą i miłe dla oka. Nos: tutaj mieszka magia, magia prostoty i naturalności. Prostoty, gdyż owocowa eksplozja aromatu wypełnia nozdrza kilogramami jeżyn i czarnej porzeczki. Naturalności, gdyż prócz bukietu w tle, przywołującego atmosferę pracowni szewca z aromatem klejonej skóry, więcej nut wyrafinowanych, innych, dziwnych nie ma. I dobrze, bo więcej nie potrzeba. Usta: soczystość malin, szorstkość garbników, elegancja fig w tle. Kwartami: pierwsza kwaskowatością stoi (średni). W drugiej kwaskowatość pół tonu niżej, dołączają garbniki (średni) i wybucha owoc (średni plus). W trzeciej kwaskowatość powraca (średni), garbniki się stabilizują (średni), owoc nadal dudni w kubkach smakowych (średni plus). Czwarta to jeszcze, trochę więcej kwaskowatości, jeszcze trochę garbników (średni plus) i mniej owocu (średni). I to nie koniec bynajmniej, zatem finisz długi, posmak owocowy i gęsty, maliny i garbniki. Wino w dotyku szorstkie.

Podsumowując. Salice Salentino od Feudi di San Marzano to udane ćwiczenie z niezwyczajnej zwyczajności. Gęste owocowością, naturalne zdrową dawką garbników i kwaskowatości, jest trunkiem, który przypadnie do gustu tak przygodnemu winopijcy, jak i win koneserowi. Bez pretensji, ale i bez fałszu, za to z olbrzymią ekspresją. Czegóż chcieć więcej.

Było negroamaro w kupażu, spróbujmy negroamaro solo. Pietraluna Torre Guaceto Accademia dei Racemi, IGT, rocznik 2009. Alkoholu także rozsądnie, także 13%. Poprzednim razem degustowane, zapadło mi w pamięć intensywną ziołowością. Wzrok: błyszczące, naturalnie nieprzejrzyste, co nie wszystkim się spodoba, ciemnoczerwone. Barwą wiśniowe, refleksami fioletowe. Nos: zacznę do tego, że przewietrzyć Pietralunę warto. Bukiet w sporej części na obrazie starej szopy bazuje, która to dyskusyjną w odbiorze bywa, a którą dawka tlenu ucywilizować potrafi zacnie. Oprócz wątku naturalistycznego wonie szpitalne bukiet wzbogacają. Aromat truskawką zdominowany został, zioła natomiast tło ciekawe tworzą. Usta: amaro znaczy gorzki. Idąc tym tropem negroamaro to ciemny i gorzki. Usta pełne gorzkiej wiśni uznaję za trafione w punkt. Kwartami akcja rozwija się szybko. Już w pierwszej mamy kwaskowatość (średni plus), goryczkę (średni) i garbniki winogron (średni). W drugiej owoc (średni) podmienia goryczkę, reszta pół tonu niżej. Trzecia kolejne pół tonu niżej, w czwartej zjazd do bazy powoli. Tym samym wino na długość średnio długie, w dotyku gładkie, ulotne, w posmaku wiśniowe i kwaskowate.

Podsumowując. Gęsty i rozbudowany nos, usta z przytupem, na długość w sam raz. Może i specyficzne, taka szczepu uroda, lecz bardziej do zapamiętania niż zapomnienia. Spróbować warto, tym bardziej że w Polsce za rozsądne 30 zł nabyć można.

Zmieniając szczep na nero di Troia przejdźmy do Torre del Falco od Torrevento. Rocznik 2008, alkoholu 13%, IGT. Wzrok: błyszczące o lekko przygaszonej klarowności. Kolor średnioczerwony, równomierny. Barwą wiśniowe. Nos: sielski i wiejski. Aromat owocowy, pełen młodych jeżyn, malin i trawy, podszyty odległym stajennym bukietem. Usta: otwierające się malinami, wybrzmiewające kawą. Kwartami, w pierwszej mocno kwaskowato (wysoki) ze śladem goryczki (niski). Druga łagodzi kwaskowatość (średni), owocem i garbnikami winogron (średni minus). W trzeciej podobnie, może o pół tonu niżej, z wyjątkiem owocu. Na początku czwartej koniec i kropka. Finisz zatem średni, wino w dotyku gładkie. Posmak zaś urzekający i nieoczekiwany – kawa, dobra i aromatyczna, mniam.

Podsumowując. Pamiętam to wino posmakiem, gardłem znaczy się, za to plus. Przez kubki smakowe przemknęło, pustkę pozostawiając, za to minus. O werdykt więc trudno będzie, bo i warto, i niekoniecznie*, ciężka sprawa.

Wino numer cztery [to z Kampanii właśnie], Tramonti Rosso z Tenuta San Francesco. Kupaż aglianico i piedirosso, rocznik 2009, woltaż nadal w normie, czyli 13,5%, DOC. Linia podstawowa tego producenta. Wzrok: klarowne, błyszczące, intensywne w kolorze, średnioczerwone. Barwą czerwone, refleksami wiśniowe. Nos: aromat owocowy (jeżyny, owoce leśne) z nutą korzenną. Bukiet delikatny, atrament. Zwiewnie i prosto, solidnie. Usta: owoce leśne. Kwartami będą ze trzy z kawałkiem. Pierwsza kwaskowata (niski). Druga bogatsza i mocniejsza (średni) w całym przekroju: kwaskowatość, garbniki winogron, owoc. W trzeciej wszystko pół tonu niżej. Początek czwartej to zjazd do bazy. Poprawnie choć chciałoby się więcej. Finisz średni, wino w dotyku szorstkie, posmak owocowy na garbnikowo-atramentowym tle.

Podsumowując. Lekkie wino, w sam raz do obiadu. Przyzwoite, nie marketowe, ale i nie wybitne. Win stołowych górne regiony, za oryginalne parę euro warte rozważenia.

Punktacja win powyższych, a także aromaty i smaki na części pierwsze rozłożone – tutaj.

I to by było Apulii na tyle, na razie, choć Apulia zaś Kampania jeszcze powróci. Tylko muszę przywieźć z Poznania, odszpuntować i ocenić to cudo z czterystuletnich winnic, co to je filoksera bokiem minęła. Ale to już późną listopadową porą będzie, razem z zadymką, zasypką, gołoledzią i śnieżycą.

tramonti

* patrząc ceną, polską ceną. Pięć dych mieć, a pięciu dych nie mieć, to stówa jakby nie było.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz