piątek, 26 października 2012

Lidl: Młode wina

lidl-bordeaux

Cztery klarety Lidl przesłał, cztery klarety oceniłem, opisałem i wypiłem. Bez przykrości raczej. O nich historia dzisiejsza będzie. Historia czterech kumpli z Bordeaux. Historia iluzjonisty, bawidamka, starca i elegancika. Historia prawdziwa, jeśli wierzyć temu co na mieście mówią.

chateau-naujan-lapereyre

Pierwszy z czwórki wychował się w Château Naujan Lepreyre. Rocznikowo najmłodszy – 2009, cenowo najprzystępniejszy – 19,99 zł, alkoholowo rozsądny – 13%. Od początku znał swoje ograniczenia, jednak chciał więcej, znacznie więcej. Zobaczmy, do czego go to doprowadziło? Wzrok: klarowny, błyszczący, jasnoczerwony koloru nasyceniem, fioletowy refleksów barwą. Jest dobrze. Nos: aromat ziołowo-pierno-fiołkowy, bukiet mokro drewniany, dębinowy. Cóż za zaskoczenie in plus, cóż za moc, cóż za potencjał leżakowania, cóż za iluzja. Dlaczego iluzja? Dajcie mi chwilę, to wytłumaczę. Usta: drewno namoczone aromatem identycznym z naturalnym. Kwartami: pierwsza to szerokie otwarcie, kwaskowatość, garbniki dębiny i winogron (średnie). W drugiej dołącza owoc (niski), w tle dalekim. Trzecia pulsująca, początek czwartej końcem jest. Finisz zatem średni, wino w dotyku szorstkawe, posmak dębinowy. A wszystko co powyżej, z wyjątkiem koloru, zawdzięczacie znanym prestidigitatorom winnym Oak Chips & Co. Winogrono trunek tylko zabarwiło. Dla ciekawych, szczegóły sztuczki tutaj, pod koniec notki.

chateau-le-genestras

Drugi pochodzi z Château Le Genestras, apelacja Médoc. Rok starszy – 2008, cenowo już poza kategorię volkswin wychodzący – 33,99 zł, woltażem klasyczny – 12,5%. Wzrok: żeby się nie powtarzać, nie mętny, nie matowy, nie kolorem rachityczny. Refleksy fioletowe, tak. Standard. Nos: aromat owocowy, wiśnia, bukietem zdominowany. Czyli wanilią, kilogramami wanilii. I żeby nie było, że odszpuntowałem, powąchałem i skrytykowałem, dygresja będzie. Dzień po klaretów kwartetu ocenianiu bakcyl mnie dorwał jakowyś, przez co klarety ledwo co napoczęte prawie tydzień w chłodziarce przeleżały. Zaszkodzić im to nie zaszkodziło. U pozostałej trójki wręcz zalety podbiło, wady wygładziło. I tylko wanilii Le Genestras ujarzmić się nie udało, ona jest ponadczasowa, głęboko w genotyp tego trunku wbudowana. Niestety. Usta: jak nos, dębowe i waniliowe. Kwartami: pierwsza kwaskowata (średni plus), w drugiej kwaskowatość i garbniki winogron idą łeb w łeb (średni), garbniki dębiny pół tonu niżej, owoc zabezpiecza tyły (niski). W trzeciej kwaskowatość i garbniki dębiny słabną o pół tonu. Całość utrzymuje się przez kwartę czwartą i koniec. Finisz zatem średnio długi, posmak garbnikowo-drewniany, wino w dotyku szorstkawe. W pamięci pozostaje jako wanilią wyperfumowane.

chateau-de-malleret

Numer trzy wywodzi się z Château De Malleret, apelacja Haut-Médoc, czyli podregion apelacji Médoc. Rocznikiem najstarszy z dotychczasowych - 2007, choć jak na klaret nadal w wieku młodzieńczym. Ceną – 64,99 zł, jak na marketową półkę zdecydowanie poważny, woltażem rozsądny – 13%. Wzrok: jak u poprzedników, ciut kolorem głębiej, ciut błyskiem bardziej błyszcząco. Nos: w latach siedemdziesiątych to się robiło wina, panie i panowie. Żart, choć niezupełnie przypadkowy. Aromat klasyczny, winny do granic, plus śliwki wędzone, a do tego barszcz, na solidnym mięsiwie, dobrze przyprawiony. Bukiet klasyczny takoż, a jakże. Pierwszych skrzypiec grać nie zamierza, tło zacne tworzy. Stajnia i dębina. Usta: śliwka wędzona, polska i boczek. Kwartami: szerokie otwarcie w pierwszej, kwaskowatość, garbniki winogron (średni plus), dębiny (średni), owoc (niski plus). I w ten deseń, pulsująco, przez trzy kolejne i jeszcze trochę. Finisz zatem długi, posmak winno-garbnikowy, wino w dotyku jak kawał szorstkiego żelaza, tzw. burta pancernika. Klasycznie, z mocą do ujarzmienia przez czas. Zatem do piwniczki na lat jeszcze parę marsz.

chateau-andron-blanquet

Czwarty z czterech, z Château Andron Blaquet, apelacja Saint-Estèphe, czyli podregion apelacji Haut-Médoc, będącej podregionem apelacji Médoc. Proste, prawda?* Rocznikiem nadal młody – 2007, ceną do regionu dookreśloności stopnia adekwatny – 79,99 zł, woltażem jak i inni rozsądny – 13%. Wzrok: klarowny, błyszczący, ciemnoczerwony koloru głębią, refleksów purpurą żywotny. Nos: aromat owocowy, dla odmiany, wiśnia i czereśnia. To pierwszy plan, na drugim powidoki barszczu. Bukiet klasyczny, drewno, dębina, dobrze wkomponowany w całość. I gdyby nie alkoholu powidoki tu i ówdzie, byłoby bez zarzutu. Usta: soczyste, czereśniowe z właściwą dozą dębiny, bez trocin. Kwartami: pierwsza kwaskowata (średni), druga już pełna doznań, kwaskowatość, garbniki winogron i dębiny, owoc (średni). W trzeciej garbniki pół tonu niżej, reszta bez zmian. W czwartej całość pół tonu niżej. Finisz zatem długi, posmak przyjemny, soczysty, wino w dotyku szorstkie i gładkie zarazem, ciekawe.

Punktacja i szczegóły oceny tradycyjnie w osobnym dokumencie, tutaj.

Podsumowując lidlowy klaretów kwartet:

  • Iluzjonista nosem zwodzi umiejętnie, dopiero usta wydają jego sztuczkę. Do potrawy od kęsa pierwszego soczystej i aromatycznej dobrym wyborem być może. Jako solista zbyt grubo ciosanym w dębinie jest.
  • Bawidamek w obłoku perfum się dusi i mnie dusi. Cóż wanilia to nie moje porno, ale wielbicielki pewnie się znajdą.
  • Starzec mnie znów klasyką swą ujmuje. Jednak można go też odebrać jako zbyt oschłego, zbyt winnego, zbyt staromodnego. Czujcie się ostrzeżeni.
  • Elegancik jedynym z czwórki jest, który kontrowersji nie wzbudzi. Soczysty i zdecydowany, choć równowagi nie tracący, w gusta wszelakie trafić powinien. Tani nie jest, lecz etykieta zastępczą nie jest także.

Zaś co do win ocenianych młodości mniemanej, w końcu klarety, powiadają, dekadami powinny w piwniczki zaciszu sił nabierać. Iluzjonista i bawidamek wartymi piwniczki nie są. Za mało w nich siły witalnej, by wady w zalety przekuć i większymi się stać. Starzec wbrew pozorom siły dużo posiada, a i krawędzi do wygładzenia również. Zatem dać mu czasu jeszcze chwilę błędem może nie być. Elegancik zaś już teraz gładkim i powabnym jest. Czy głębie, parę lat spokojnego snu, odkryć w nim pozwoli? Być może, być może nie. Ja tu celowości takiego ćwiczenia nie widzę. Au revoir.

* kiedyś byłem nawet, już, prawie, kliknięcie od książki region Bordeaux na czynniki pierwsze rozkładającej zakupu. Ale stwierdziłem, że poprzestanę na różnicy między klaretem a burgundem** rozumieniu. Co nie znaczy, że do tematu nie wrócę, kiedyś. Jak mi się chianti i barolo znudzą na przykład, na mule zaś znad atlantyckiego wybrzeża ochota najdzie. Tak, jest to możliwe.
** o Burgundii też książka podobna była, też sobie darowałem, na razie.

4 komentarze:

Photo Solo Jam pisze...

@blurppp
którego komentarz usunąłem omyłkowo, tu wklejam go w formie cytatu "Zastanawiam się czy to późne podesłanie butelek do blogerów to nie sztuczne przedłużanie czasu bicia piany względem oferty francuskiej"

Te wina Lidl przesłał mi pod koniec września, data publikacji wynika z cyklu wydawniczego mojego bloga, w którym miesiąc od otrzymania do opisania jest standardowym czasem.

Łokcie na stole pisze...

Zdarzają się nawet w Lidlu perełki. Nie zależnie od tego, czy akurat ta 4 była udana czy nie. Swego czasu trafiłem nie jedną świetną Rioję i nie jednego Tokaja wartego uwagi...

Konrad Jagodziński pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Konrad Jagodziński pisze...

@Łokcie na stole
Odnośnie lidlowej czwórki, to uznaję że udana/nieudana była w proporcjach 3 do 1. Dębowego sztukmistrza z racji ceny (19,99) uznaję za mieszczącego się w granicach przyzwoitości wyznaczonych dla win tanich i stołowych.

Przy okazji prośba o partykuły "nie" łączności/rozłączności kontrolowanie. Czepiam się, jednak "nie żależnie", "nie jedną" w innym rozumieniu niż "dwie", piszemy łącznie, nie rozdzielnie.

Prześlij komentarz