środa, 26 grudnia 2012

Książka: Od abouriou do zinfandela

grapes-and-wines

Kontynuując wątek bibliofilski, będzie dziś o leksykonie szczepów winnych. Zacznę może od wytłumaczenia, po kiego sobie takowy kupiłem? Na przypadkach.

Przypadek pierwszy – wino ze szczepu wcześniej nie smakowanego. Może być to szczep popularny, który mi w drogę wcześniej nie wszedł, przykładowo takie albariño. Może też być to szczep niszowy, który akurat się trafił, bo prezent, bo butelka ładna była, bo tranzyt Wenus*, przykładowo taka mencia. Jak się do wspomnianych trunków odnieść, wcześniejszych doświadczeń nie mając? Trzeba znaleźć godne zaufania źródło. Nazwijcie mnie staromodnym, ale nadal wierzę, że takim jest uczciwie napisana książka. Taka, gdzie są informacje z pierwszej ręki, zaś praca zespołu redakcyjnego wygładza brzegi i składa się na efekt końcowy nieosiągalny samotnemu strzelcowi.

Przypadek drugi – wino z kraju, gdzie nazwy międzynarodowe przekręcają nie do poznania, przykładowo z Niemiec. Kupuje człowiek butelkę wina, a na etykiecie spätburgunder, czy też grauburgunder. W Internecie znaleźć synonim łatwo, tutaj odpowiednio pinot noir i pinot gris. Gorzej natomiast z odpowiedzią na pytanie, czy zmiana ta ma jakieś znaczenie? Tudzież, czym była umotywowana? A w dobrym leksykonie szczepów i jedno, i drugie się znajdzie.**

Przypadek trzeci – wino ze szczepu internacjonalnego, odmienianego przez wszystkie przypadki i technologie, od staroświatowych omszałych beczek, koloryzując trochę, do nowoświatowych dębowych sztachet w stalowych zbiornikach, już tak nie koloryzując. Kolejne wypite wina, z kolejnych regionów, dokładają kolejne smaki i aromaty do palety już z danym szczepem kojarzonej. Zestawienie własnych doświadczeń z obszernym opisem szczepu w leksykonie, porządkuje rodzący się chaos informacyjnym. Dzięki czemu łatwiej mi później profil smakowy do regionu przypisać.

Przypadków wystarczy, przechodząc do leksykonu. “Grapes & Wines: A comprehensive guide to varietes and flavours”, autorzy Oz Clarke i Margaret Rand, wydanie czwarte, poprawione, rok 2008. Kilkaset szczepów opisanych, dokładnie ile nie wiem, nie liczyłem, ale jeszcze nie trafiłem na taki, którego bym na liście nie znalazł. Nawet popularnego u polskich winiarzy “marszałka” znalazłem, czyli maréchal Foch.

Z tych kilkuset szczepów, piętnaście*** opisanych szczegółowo. Od rozproszenia geograficznego poczynając, poprzez uprawę i winifikację, do profili smakowych poszczególnych regionów, na głównych producentach i potencjale leżakowania wybranych win i roczników kończąc. Kolejne siedemnaście szczepów**** opisane skromniej, choć nadal wyczerpująco, po dwie strony na każdy. Opisy pozostałych szczepów zajmują od czterech zdań do jednej kolumny.

Odnośnie wad i zalet Grapes & Wines. Słabych stron nie stwierdziłem, choć jedną dałoby się znaleźć. Otóż, nie jest to wszystko zawierający i dogłębnie wyczerpujący temat leksykon jak tożsame tematycznie dzieło Jancis Robinson i spółki. Ale też kończy się na stronie trzysta dwudziestej, a nie tysiąc trzysta dwudziestej. I kosztuje trzynaście funtów, nie zaś dziewięćdziesiąt, po przecenie ze stu dwudziestu. Zatem zakres opracowania, to raczej kwestia wyboru dokonanego przez autorów, nie zaś wada. Jeśli chcecie wiedzieć prawie wszystko, o prawie każdym szczepie winnym na planecie Ziemia, kupcie dzieło Jancis Robinson. Grapes & Wines powie wam prawie wszystko o najważniejszych szczepach. Pozostałe zaś scharakteryzuje wystarczająco, by stwierdzić jak wiele cech szczepu zachowało się w danym winie i na co zwrócić uwagę. Mi to wystarcza.

Zalety. Zebrane razem tworzą fundament wyśmienitego leksykonu, same w sobie wyjaśniania szerszego nie wymagają. Po kolei: trafna selekcja informacji, przystępny język, ściąga podpowiadająca jakie rodzaje win powstają z jakich szczepów.

Podsumowując. To prawda, że technologiczne sztuczki pozwalają wyprodukować takie samo, uniwersalne, pluszowe i urocze wino z dowolnego szczepu. Ostatnio zdarzyło mi się otworzyć butelkę cabernet franca, a dzień później merlota, które smakowały prawie że identycznie. Nie zostały moimi ulubieńcami. Według mnie wino powinno odzwierciedlać szczep, z którego się wywodzi. Praca winiarza zaś to wzbogacanie, a nie zagłuszanie pierwotnego profilu smakowego. Żeby zacząć dociekać czy praca ta została wykonana należycie, trzeba wiedzieć czego szukać. I w tym momencie poręczny leksykon, taki jak Grapes & Wines, okazuje się wybitnie przydatny. Miłej lektury.

grapes-and-wines-inside

* lub inne równie częste zjawisko, Euro w Gdańsku przykładowo
** zabawnie się robi, kiedy po zakupie dwóch win, z tego samego regionu, od tego samego producenta, mających dwie różne lokalne nazwy szczepów na etykiecie, wychodzi, że i jedno i drugie wino to pinot gris. A że jedno jest grauburgunder, a drugie ruländer? Koloryt lokalny i tyle.
*** wybrana piętnastka to: cabernet sauvignon, chardonnay, chenin blanc, garnacha tinta / grenache noir, merlot, muscat, nebbiolo, pinot noir, riesling, sangiovese, sauvignon blanc, sémillon, syrah / shiraz, tempranillo, viognier, zinfandel
**** czyli: albariño, barbera, cabernet franc, carmenère, dolcetto, malbec, malvasia, marsanne, mourvèdre, pinot blanc, pinot gris, pinotage, roussanne, silvaner, touriga nacional

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz