środa, 19 grudnia 2012

Książka: Wina włoskie, literki angielskie

vino-italiano

Katar minął, zaś na odcinku opisywania win trwają prace nad wersją kolejną. W styczniu premiera, tymczasem grudzień niech książkami stoi. Trzy będą, kolejno, przy trzeciej, do notki wina się nawet jakieś załapią, niezobowiązująco.

Zacznę od pozycji, którą prawie dwa lata temu kupiłem. Za psi pieniądz, w brytyjskim Amazonie, przy okazji rzec można, akurat tyle kosztowała co bym się na darmową przesyłkę załapał. Zatem zamiast za przesyłkę płacić, wolałem wzbogacić się o pięćset stron dedykowanych winom włoskim. I nie żałuję.

Vino Italiano: The Regional Wines of Italy, bo o niej mowa, nie raz, nie dwa służyła mi pomocą przy odszyfrowywaniu zawiłości win włoskich.* Zanim jednak o zaletach książki autorstwa Josepha Bastianich i Davida Lynch się rozpiszę, o jej słabościach, a w zasadzie słabości, jednej, dwa zdania. Myślę tu o dacie publikacji, która na rok 2005 przypadła. Wydawać by się mogło, że w perspektywie kilkuset lat historii winiarstwa we Włoszech, brak tych ostatnich siedmiu lat różnicy nie czyni. Cóż, nie do końca. Właśnie ostatnie dwie dekady są najciekawszym i najintensywniejszym okresem w historii win włoskich. Jest to czas znaczących przemian, zastępowania generycznych cienkuszy winami regionalnymi i charakternymi, wreszcie czas głośnych skandali.** Części tego w Vino Italiano nie znajdziecie, po prostu jeszcze się wtedy nie wydarzyło. Część zaś trendów już tak światka winnego nie ekscytuje, patrz supertoskany. Jednak sprawiedliwość autorom oddać należy. To co w książce jest, wystarczająco obrazuje twórczy ferment przełomu wieków.

Koniec narzekania, czas na pozytywy. Jako pierwszy, trafna selekcja informacji, skutkująca włoskich regionów winnych obrazem kompletnym, lecz nie rozwlekłym. Koniec końców o samym Piemoncie, czy Toskanii dałoby się stron pięćset napisać i dzieło z jednotomowego, pięcio lub piętnastotomowym uczynić. Tylko kto miałby to siłę przeczytać?

Pozytyw drugi, Vino Italiano jest dokumentem, nie folderem reklamowym. Rzecz jasna nazwy producentów znanych i uznanych pojawiają się tu i ówdzie, lecz są uzupełnieniem, a nie rozpoczęciem opowieści. Opowieści, w której to region, szczep winny, wreszcie rodzaj wina grają pierwsze skrzypce. I to jest słuszna droga.

Pozytyw trzeci, znajdziecie w niej nie tylko technikalia, ale i opowieści przybliżające region i ludzi, w kontekście wina rzecz jasna. O ileż łatwiej się długą listę nazw pochłania, kiedy tłem są grzmiące armaty, które chmury gradowe rozpraszają, lub jazgot sfory goniącej za dzikiem, co w szkodę winiarzowi wszedł. Te krótkie historie tworzą kontekst, kontekst co pamięć wspomaga.

Pozytyw czwarty, celność pomysłu, będącego Vino Italiono myślą przewodnią. Każdy region jest odrębną, choć podobnie skonstruowaną, zamkniętą całością. Zaczyna się ona anegdotą, kończy przepisem kulinarnym. Przeczytać tej książki od deski do deski nie sposób, ale i nie warto. Lepiej, kiedy jest potrzeba stronę właściwą otworzyć i dać się ponieść historii o ziemi, pasji i ludziach. A także o krętych kolejach losu, które przez cienkusze ku winom ciekawym wiodą.

Podsumowując. Pięćset stron to niemało, lecz meandrów włoskiej duszy w winach odzwierciedlonych wytłumaczyć krócej się nie da. Z perspektyw włoszczyzny miłośnika i w Italii gościa regularnego Vino Italiano zawiera wszystko co zawierać powinno, ani strony mniej, ani strony więcej. I choć już siedem lat temu wydane, to nadal najlepszą pozycją o winach włoskich jest. 

vino-italiano-inside

* na przykład stąd dowiedziałem się, że liguryjski szczep ormeasco i piemoncki dolcetto, to to samo.  
** choćby Brunellopoli na myśl się nasuwa.

3 komentarze:

Piotr Apostolidis pisze...

Znam tę książkę. Włochy winiarsko są chyba najbardziej skomplikowane. Taki przewodnik jest w pełni uzasadniony, żeby nie pomylić Vino Nobile di Montepulciano z Montepulciano d'Abruzzo;-)Nota bene siedzę przy tym pierwszym wyprodukowanym dla Lidla. Jak dla mnie bomba za tę cenę.
pozdrawiam

Konrad Jagodziński pisze...

@nobile z Lidla
Pół roku temu piłem takowe przy grillu i pod karkówkę wydawało się w sam raz. Później znalazłem w sieci parę miażdzących recenzji dla tego wina i zwątpiłem w swoje kubki smakowe. Dzięki za przywrócenie mi wiary w nie :-)

maxredaktor pisze...

Chętnie bym tę książkę kupił, jednak teraz ceny w Amazonie nie są już takie zachęcające, niestety.

Prześlij komentarz