
Z kupieniem, ocenieniem, wypiciem i sfotografowaniem zeszło winnowtorkowego wina zdążyłem na czas. Niestety nie z napisaniem notki. Zatem dziś, spóźniona prawie niedostrzegalnie, rioja tygodnia zeszłego. Kupiona w delikatesach “Bomi”, za złotych własnych* sześćdziesiąt cztery i groszy pięćdziesiąt dziewięć. O winach hiszpańskich więcej się w jednej z notek poprzednich się rozpisałem, zatem bez zbędnych wstępów do wina czas przejść.