piątek, 29 czerwca 2012

Toskania: Zapiski z podróży (II)

Wino i woda, woda i wino. Przy temperaturze w cieniu równej stopniom trzydziestu sześciu, w słońcu odczuwalnej na poziomie stopni czterdziestu paru kolejność ma znaczenie. I ilość. Jeśli lunch, czy kolację zaczniecie od kieliszka wina, kuszącego szronem ścianek, to już właściwie po was. Spragnione wody ciało wyssie zażytą porcję wilgoci do cna wraz z zawartym w niej alkoholem. Po krótkim momencie euforii skręcicie się w bólu, bólu na poziomie komórek.

Może trochę przejaskrawiłem, ale nie bez powodu woda jest nieodłącznym elementem włoskich posiłków. Stranieri wiosną, jesienią czy zimą często tą pozycję ignorują, bez konsekwencji. Natomiast latem ignorować wody przy posiłku nie sposób. Jedna, druga, trzecia, czwarta szklanka. Tak przy piątej można wreszcie sięgnąć po kieliszek wina. I wypić ze smakiem, bez konsekwencji.

środa, 27 czerwca 2012

Toskania: Zapiski z podróży

Za oknem stopni trzydzieści i siedem, odczuwalne pewnie czterdzieści i pięć bo godzina siedemnasta już prawie, a słońce od rana bezlitośnie wypraża okolicę. Okiennice zamknięte na głucho, rolety dociągnięte do ziemi, jedyna nadzieja w kamiennej posadzce. Oddawany przez nią chłód chłodzi w takie dni jakoś bardziej i tłumaczy, dlaczego drewniana podłoga w Toskanii dobrym pomysłem być nie może.

Wracając do kwestii słońca. Oglądałem kiedyś film pod tytułem “Sunshine”, film obrazami związany z gorącem i potęgą Słońca tak, że już bardziej nie można. Toskański koniec czerwca roku 2012 nieodmiennie przywołuje u mnie te obrazy. Już rano, kiedy temperatura to zaledwie dwadzieścia sześć stopni psychika wyczuwa gorejącą, buzującą kulę oślepiającego blasku tuż nad horyzontem. Wręcz słyszy się przyszłe skwierczenie okolicy, roślin, dachów, chodników, ludzi, którzy przez przypadek akurat wyszli na otwartą przestrzeń. Około południa nie trzeba sobie już niczego wyobrażać, powyższe dzieje się tu teraz. Tak jak w Polsce przy minus trzydziestu paru miewałem kłopoty z dogrzaniem samochodu, tak tutaj przy plus trzydziestu paru mam kłopot z jego schłodzeniem. Ech, życie jest nieustannym ciągiem klisz, czasem w negatywie.

piątek, 22 czerwca 2012

Terras Gauda: Hiszpańska armada

terras-gauda-pitacum

Zacznę najprościej jak się da. Sześć flaszek pocztą lotniczą otrzymałem, sześć flaszek z Hiszpanii wprost, od producenta Terras Gauda. Trzy wina białe, trzy wina czerwone, potencjalnie mniam i mlask. Zatem sobie ostatniej niedzieli porą poranną usiadłem i za ocenę się zabrałem. A że tydzień przedurlopowy intensywnym dość był, zatem notka dopiero dziś się pojawia. Akurat w momencie kiedy ostatnie krople, z ostatniej flaszki dopijam.

niedziela, 17 czerwca 2012

Wino: Etykieta zastępcza

vacqueyras_chablis

Po zawartości chłodziarki widzę, że zaczął się sezon na winne przesyłki. Lidl, oprócz opisywanych już tu barolo i klareta podesłał dwie nowości. Obie francuskie, obie poniżej złotych trzydziestu, jedną białą (Chablis), jedną czerwoną (Vacqueyras). Podobny w kolorystyce i cenie (około dwudziestu złotych za butelkę) zestaw dostałem też z Makro, choć hiszpański, nie francuski. Białe Verdejo z regionu Rueda i czerwone Roble z Ribera del Duero. Cóż było począć, trzeba było obie przesyłki ocenić. Co też uczyniłem.

wtorek, 12 czerwca 2012

Wino: W pozytywie i w kontrze

[Jakość dźwięku w powyższym klipie kiepska jest, zatem warto przyciszyć głośniki]

W kieliszkach wygrała Hiszpania, na murawie zaś padł remis. Zanim do szczegółów pojedynku winnego przejdę, o samym meczu, turnieju i kibicach zdania dosłownie trzy. Zatem po primo, w meczu momenty były, nudnawo też bywało, jak chcecie więcej to poczytajcie u tych, którzy coś o piłce wiedzą.* Po secundo, odnośnie turnieju, to my tym turniejem udowadniamy wszelkim parówkowym skrytożercom, że radę dać potrafimy a białe niedźwiedzie już dawno z naszych ulic zniknęły. Po tertio, tak jak Hiszpanie rozkręcili fiestę przed meczem, tak Polacy potrafili ożywić stadion. Zatem działo się, było głośno i czas do win przejść.

niedziela, 10 czerwca 2012

Wino: W cieniu Euro

lalama-i-roero

Jest sprawiedliwość, tudzież bywa, na tym świecie. Ja, futbolowy ignorant, biletów na Euro nie wylosowałem. Kolega, kibic prawdziwy, bilety wylosował. Także idę dziś zobaczyć na gdański stadion miejski, areną zwany, o co tyle hałasu przez ostatnie dni, tygodnie, miesiące było. A że Hiszpanie z Włochami grają, to i pretekst do pojedynku winnego się znalazł. Teraz powiem tyle, że choć Italia walczyła dzielnie, to Hiszpania zagrała wybitnie.* Zobaczymy jak będzie na murawie.

Obu pojedynków szczegóły pojawią się zaś w notki części drugiej jutro, wieczorową porą.

* ocena techniczna – tutaj, dla niecierpliwych. A tutaj link do notki części drugiej z pojedynku szczegółami.