niedziela, 22 lipca 2012

Toskania: Zapiski po podróży

trattoria-del-papero

Jest godzina dwudziesta druga, jest trzydzieści jeden stopni. Stopklatka i cisza. Dyskretne oświetlenie, gwiaździste niebo, roślinność i architektura. Dodajmy dynamikę. Chromowany trójząb kruszy osmaloną skorupę. Stalowe ostrze tnie gładko, głęboko przez czerwone mięso. Nie pojawia się nawet kropla krwi. Siekacze sieką, trzonowce miażdżą, kęs rozpływa się w ustach. Przełknięcie, płynny ruch szkła po spirali. Owocowa kwaskowatość dopełnia soczystość Bistecca alla Fiorentina, cierpkość garbników spłukuje gardło. Bańka ciszy pęka, scena eksploduje gwarem rozmów. Jest godzina dwudziesta druga, jest trzydzieści jeden stopni.

piątek, 6 lipca 2012

Toskania: Zapiski z podróży (IV)

Sassicaia. Uzasadnienia kupna butelki wina za sto kilkanaście euro, nie znalazłem choć próbowałem. Umówić się na zwiedzanie winnicy nie zdołałem, choć próbowałem.* Zostały enoteki w miasteczku Bolgheri. Pierwsza miała Sasscicaię w menu, ale nie miała otwartej. Druga, trzecia i czwarta wina na kieliszki nie sprzedawały. Wreszcie piąta, w drodze powrotnej napotkana, była tą której szukałem. Tą, gdzie Sasscicaia zarówno w menu jak i w dostępności była. Jedyne jedenaście euro za pięćdziesiątkę.** Przepłukałem usta wodą, odetchnąłem głęboko, zakręciłem kieliszkiem i …

wtorek, 3 lipca 2012

Toskania: Zapiski z podróży (III)

[Zdjęcie będzie, na razie jego opis. Zdjęcie jest, opis zostanie bo mi się spodobał. Głównym motywem obrazu są pomarańczowo-białe parasole słoneczne ustawione rzędami na szarobrunatnej plaży. W drugim planie widzimy lazurowe morze i błękitne niebo. Kompozycję obustronnie domykają drewniane, białe okiennice, umieszczone poza głębią ostrości. Autor nieznany, druga dekada XXI wieku, piksele na matrycy, 510 x 287]

Chciałem zacząć od plaży, zacznę od ciszy. Ciszy, która zapanowała tutaj w niedzielny wieczór. Miała być fiesta, była stypa. Po całym dniu podkręcania atmosfery, wywieszania flag, wypuszczania pęków zielono-biało-czerwonych balonów, entuzjazm utrzymał się do czternastej minuty. Do pierwszej straconej bramki. Potem była już tylko cisza, w okolicach trzeciej i czwartej bramki zaakcentowana krótkim trzaskiem kufli tłuczonych o bruk, tu i tam. To nie był mecz, to była egzekucja.

Plaża włoska, plaża polska. W Cecina di Mare królują parasole, w Polsce ścianki plażowe. Tutaj szuka się ochrony przed nadmiarem słońca, a poszukuje choćby delikatnego podmuchu bryzy. U nas odwrotnie. Rozczarowuje zaś piasek, żwir właściwie. Szarobrunatny, kłujący, daleki i biedny kuzyn nadbałtyckich złotych piasków.