niedziela, 30 grudnia 2012

Książka: Pożądane wina nieurodzajnej krainy

bordeaux

Od czego by tu zacząć? Może od wyjaśnienia pewnej kwestii? Dwa miesiące temu napisałem w notki przypisie, że książki o winach z Bordeaux nie kupię, przynajmniej w dającej się przewidzieć przyszłości. Jak to w życiu mi się zdarza, ta niedająca się przewidzieć przyszłość nastąpiła dość szybko. Niecały miesiąc po napisaniu wspomnianej notki.

Po pierwsze, na spotkaniu u S. w Poznaniu traf chciał, że większość przyniosła akurat klarety. Nawet jak się wino włoskie trafiło, to z apelacji Bolgheri, zatem klaretów sobowtór. Po drugie, Lidl znów francuszczyznę podesłał, a w niej bordoskie wina dwa, czerwone wytrawne i słodkie białe. Po trzecie, na Amazonie pojawiło się nowe wydanie pewnej książki o Bordeaux. Książka ta, patrząc po autorze, czytającemu śmierci przez deklinację apelacji zgotować nie powinna. Zatem, choć zdania nie zmieniam, że z klaretów to popłuczyny* zaledwie zwykłemu śmiertelnikowi są dostępne, zdecydowałem się poczytać o Bordeaux. W zamyśle, by dowiedzieć się wystarczająco, by móc ocenić jak bordoscy trzecio i czwarto ligowcy mają się do legendy regionu tworzonej przez ekstraklasę i jej zaplecze.

środa, 26 grudnia 2012

Książka: Od abouriou do zinfandela

grapes-and-wines

Kontynuując wątek bibliofilski, będzie dziś o leksykonie szczepów winnych. Zacznę może od wytłumaczenia, po kiego sobie takowy kupiłem? Na przypadkach.

Przypadek pierwszy – wino ze szczepu wcześniej nie smakowanego. Może być to szczep popularny, który mi w drogę wcześniej nie wszedł, przykładowo takie albariño. Może też być to szczep niszowy, który akurat się trafił, bo prezent, bo butelka ładna była, bo tranzyt Wenus*, przykładowo taka mencia. Jak się do wspomnianych trunków odnieść, wcześniejszych doświadczeń nie mając? Trzeba znaleźć godne zaufania źródło. Nazwijcie mnie staromodnym, ale nadal wierzę, że takim jest uczciwie napisana książka. Taka, gdzie są informacje z pierwszej ręki, zaś praca zespołu redakcyjnego wygładza brzegi i składa się na efekt końcowy nieosiągalny samotnemu strzelcowi.

środa, 19 grudnia 2012

Książka: Wina włoskie, literki angielskie

vino-italiano

Katar minął, zaś na odcinku opisywania win trwają prace nad wersją kolejną. W styczniu premiera, tymczasem grudzień niech książkami stoi. Trzy będą, kolejno, przy trzeciej, do notki wina się nawet jakieś załapią, niezobowiązująco.

Zacznę od pozycji, którą prawie dwa lata temu kupiłem. Za psi pieniądz, w brytyjskim Amazonie, przy okazji rzec można, akurat tyle kosztowała co bym się na darmową przesyłkę załapał. Zatem zamiast za przesyłkę płacić, wolałem wzbogacić się o pięćset stron dedykowanych winom włoskim. I nie żałuję.

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Wino: Katar

alessi-mami-kieliszek

Mam katar. Już jakiś tydzień mam katar. Nie ciągiem co prawda, raz mam katar bardziej, raz mam mniej. W każdym razie wyczuwam niewiele, raz bardziej niewiele, raz mniej. Kiedyś przejdzie, nie ma wyjścia, doczekam.

Czekając aż przejdzie wino sobie sączę, jedno, drugie, trzecie dopijam. Nie że naraz, tudzież zaraz. Tydzień mam katar, zatem tydzień już sobie sączę. Bez oceniania, bez degustowania, pamiętacie, mam katar. Picie też w grę nie wchodzi, zbyt szybko senny się robię. Senny, no bo mam katar. Zatem sączę, wino sobie sączę.

Wzroku katar nie ruszył, czyli kolory, refleksy, głębie pooglądać sobie pooglądam. To nawet do sączenia pasuje, to wgapianie się przez kwadrans w kieliszek. Do połowy pełny, tudzież pusty, nie pamiętam przez ten katar. Z tych trzech win, dwa czerwone były, może na nich się skupię. Białe dopijałem. Oceniłem je przed katarem, zatem o nim innym razem będzie.

sobota, 1 grudnia 2012

Winna szklarnia 2.0

kieliszki

Notka o kieliszkach do wina była jedną z pierwszych na moim blogu. Pojawiła się dwadzieścia dziewięć miesięcy temu, szmat czasu. W międzyczasie, posiadany komplet kieliszków z IKEI wymieniłem na nowy, zmywarka zrobiła swoje. A półtora miesiąca temu, jeden z moich flagowych kieliszków, z Krosna, zahaczył o kran, z dającym się przewidzieć efektem.

Zacząłem się rozglądać za nowym szkłem. Prawie jednocześnie, Michał, z Fabryki Form, napisał do mnie maila z pytaniem, czy chcę opisać kieliszki z ich oferty?* Ofercie się przyjrzałem, zaciekawiła mnie, zgodziłem się. Budżet ustalony na czterysta złotych, po wyborze kieliszków zamknął się w złotych czterystu pięćdziesięciu jeden. Zatem notka ta jest sponsorowana, ale nie jest redagowana i autoryzowana, przez Fabrykę Form.

Wybrałem pięć rodzajów kieliszków, liczbowo dostałem kieliszków siedem. Klucz wyboru przyjąłem następujący:

  • kieliszek szklany do białego wina, w rozsądnej cenie,
  • kieliszek szklany do czerwonego wina, w rozsądnej cenie. W obu tych przypadkach postawiłem na linię Grand Cru firmy Rosendahl. Kieliszki są pakowane i sprzedawane parami. Cena za parę, w momencie pisania notki, to osiemdziesiąt dziewięć złotych. Jak dla mnie, kieliszkowa środkowa półka.
  • kieliszek kryształowy do białego wina,
  • kieliszek kryształowy do czerwonego wina. Oba wybrane z linii Mami firmy Alessi. Kieliszki te są sprzedawane na sztuki. Cena, to odpowiednio, siedemdziesiąt i siedemdziesiąt pięć złotych.
  • kieliszek luksusowy i designerski, by zobaczyć różnicę, lub jej brak. Mając pomysł na “oszukanego burgunda”, zamówiłem kieliszek do win burgundzkich firmy Eva Trio. Szklany, ręcznie dmuchany, kosztujący słone sto dwadzieścia osiem złotych za sztukę.