wtorek, 24 grudnia 2013

Wino: Nebbiolo dla niecierpliwych

piemoncki-swit

Skontaktował się ze mną importer win włoskich, firma Salute. Zaproponowali, żebym wybrał trzy wina z ich oferty, ocenił i opisał na blogu. Takie propozycje to ja lubię. Zgodziłem się. Poszedłem w czerwone wino rzecz jasna.

Dziś pierwsze z trójki, nawiązujące do niedawnych piemonckich refleksji nebbiolo, które nazwałbym “dla niecierpliwych”. Na dojście barolo, czy barbaresco do optimum trzeba czekać dekadę, a nawet dłużej. A “zwyczajnemu” nebbiolo sześć, siedem lat wystarcza. Robi różnicę, nieprawdaż?

Zanim do wina przejdę jedna dygresja. Miało być sparowane z potrawą właściwą. Nawet artykuł poważny znalazłem, który rozkłada szczep nebbiolo na pojedyncze molekuły, i przestudiowałem dogłębnie. Wyszło mi, że stek z amerykańskiej wołowiny i kopytka dyniowe podpasują idealnie. Jednak plany planami, życie życiem, pomysł musi poczekać na nowy rok. Tymczasem dziś będzie nebbiolo saute.

czwartek, 12 grudnia 2013

Lizbona: Dwie knajpki i lotniskowiec

tramwaj-i-czlowiek

Czas zakończyć portugalskie wspominki. Ostatnia garść zdjęć dziś, dwie ciekawe knajpki lizbońskie i amerykański cud techniki na koniec. Zacznę od knajpek – rybnej i burgerowej.

środa, 4 grudnia 2013

Wino: Gorzka czekolada

verona_zaulek

Dzisiejsza notka luźno nawiązuje do poprzedniej i tematu win, które cierpliwości od przechowującego wymagają. Na tapetę biorę amarone, przytargane znad jeziora Garda prawie trzy i pół roku temu. Leżało sobie to amarone spokojnie, nie niepokojone przez nikogo, do czasu kiedy poziomu wina w butelce nie sprawdziłem. Zamiast szyjkę butelki wypełnioną winem zobaczyć, zobaczyłem ją pustą, wino już na ramiona flaszki opadło. I tak, odszpuntować je musiałem, a nie jeszcze z dekadę w piwniczce trzymać.

Szczęśliwie amarone w dobrej kondycji po nalaniu do kieliszka znalazłem. Względem “tanich” amarone marketowo-dyskontowych, wręcz w doskonałej. Zapraszam na spotkanie z winem, które mimo woltażu znacznego, klasę i elegancję zachowuje.

środa, 27 listopada 2013

Wino: Piemont powraca

piemont-zlote-lodowce

A. wrócił z Piemontu i zaprosił na kolację-degustację. Wziąłem flaszkę barolo w dłoń lewą, kluczyki od samochodu w dłoń prawą i pojechałem. Warto było. Ale po kolei to opiszę, właściwie starając się napięcie stopniować, aż do grande finale.

środa, 20 listopada 2013

Wino: Krwawy Gruzin

il_compagno

Wino jedyne w swoim rodzaju, ekstrawagancka etykieta, hołd godny postaci. Takiegoż to białego kruka przywiózł mi A. z Italii parę miesięcy temu. Stał obok innych, etykietą mu podobnych oryginałów, z Il Duce na czele. Kusił go już za poprzedniej bytności na Półwyspie Apenińskim. Za pierwszym razem A. mu się oparł, za drugim uległ.

środa, 13 listopada 2013

Wino: Włoski Australijczyk

sunset_cecina

Zakupy w Makro robię sporadycznie. Jednak jak już tam dotrę to zaglądam na stoisko z winami. W tym do chłodziarki, wybór win “dla koneserów” ma się rozumieć. Różnie z tym bywa, niemniej okazje się zdarzają. Tak było i ostatnim razem, kiedy zobaczyłem wino Opera N.3 przecenione na 69 złotych. Wino, które moją uwagę zwróciło już wcześniej. Niezwyczajnie masywną butelką, półtora kilograma szkła, i lekko kiczowatą etykietą z flagą włoską poniżej. W Europie Zachodniej wyceniane jest na trzydzieści parę €, w polskich sklepach nawet powyżej dwustu złotych. Za drogo żebym się skusił na wino będące kupażem szczepów z północy i południa Italii, czyli eksperymentem. Ale siedem dych mogłem odżałować.

środa, 6 listopada 2013

Przepis na wino: Białe wino, czerwone mięso

podlasie

Tradycja mówi: czerwone mięso podawaj z czerwonym winem. Molekuły mówią: zapomnij o tradycji, szukaj wspólnego mianownika. Ja mówię: sprawdzam.

Zaczęło się od wina. Słowackiego wytrawnego rieslinga, od Mavína, rocznik 2009, woltaż 13%. Przyszedł na nie czas, trzeba było dobrać potrawę. Zatem kombinujemy, ja i moja lepsza połowa. Jeśli riesling to można się spodziewać soczystej owocowości (brzoskwinie), kwiatów, a także benzyny. Dokładniej rzecz ujmując, można się spodziewać jednej z tych rzeczy, paru, lub wszystkich na raz. Jak to ogarnąć? Patrząc na temat molekularnie.

Co brzoskwinie, kwiaty i benzyna mają ze sobą wspólnego? W świecie molekuł są zapachami charakterystycznymi dla jednej rodziny związków chemicznych – terpen, zwanych też izoprenoidami. A jeśli cechą charakterystyczną rieslinga są terpeny, to muszą być też cechą charakterystyczną dania wraz z nim serwowanego. I tak na scenie pojawia się rozmaryn, aromatycznie jeden ze sztandarowych przedstawicieli frakcji izoprenoidów. Chemii wystarczy, czas przejść do przepisu.

środa, 30 października 2013

Portugalia: Krawędź kontynentu

Po idyllicznym Pinhão zawitaliśmy nad ocean, tak na dwa dni, co by się nim nasycić. I rzeczywiście, czterdzieści osiem godzin wystarczyło aby w pełni nasycić się oceanem. Czterdzieści osiem godzin przesiąkania ogłuszającym rykiem fal rozbijających się na skalistej krawędzi kontynentu. A to była co najwyżej siódemka pana Beauforta. Zestawiony z Bałtykiem, Atlantyk zaprezentował się niczym silnik turboodrzutowy przy odkurzaczu. Bez uciekania się do tanich sztuczek w stylu huraganowego wiatru z deszczem i gradobiciem.

Zapraszam do fotorelacji.

środa, 23 października 2013

Przepis na wino: Mój idol Jamie O.

trafalgar

Molekuły winne z molekułami przepisów Jamiego O. będą się dziś łączyć, wypadało zatem londyńskie fotki wyciągnąć z archiwum . Neony Piccadilly Circus na przystawkę i czarną taksówkę jako digestivo.

Przeżywam ostatnio fascynację przepisami Jamiego Olivera, tym fast foodem z wyższej półki. Przejdzie mi, za czas jakiś zapewne. Tymczasem strona jamieoliver.com jest moim startowym miejscem do planowania molekularnie uzgodnionych posiłków. A to dzięki sprawnie działającej wyszukiwarce, gdzie wystarczy wpisać nazwę składnika i już, można wybierać i przebierać do woli w przepisach. Przepisach, których znakomita większość nie wymaga więcej niż pół godziny na przygotowanie.*

Żeby nie być gołosłownym przykład z ostatniej niedzieli. Do wymyślenia była trzydaniowa kolacja. Przystawka, danie główne, deser. Każde danie to inne wino, też do zaproponowania. Zacząłem od kolorów i wytrawności. Ułożyłem serię klasyczną: białe wytrawne, czerwone wytrawne, białe lub czerwone słodkie. Przyszedł czas wybrać szczepy i wina. Odpaliłem stronę ulubionego sklepu z winem i zacząłem kombinować.

środa, 16 października 2013

Chianti: Prawdziwe, czyli jakie?

tuscany_redux

Przed zachodem słońca, wrześniową porą w Toskanii. Widok z winnicy Castello del Trebbio, na północ od Sieci, region Chianti Rufina.

Pytany jakie jest moje ulubione wino, odpowiadam chianti. I zaraz dostaję pytanie bonusowe, czy w Polsce można kupić prawdziwe chianti? W zależności od okoliczności przyrody, pory dnia i ciśnienia odpowiadam krótko – tak, lub się rozwijam zaczynając od odpowiedzi na trochę inne pytanie – po czym poznać prawdziwe chianti? Ponieważ część pytających wtedy wymięka, pomyślałem że napiszę o tym notkę. Co by się do niej odwoływać, jakby mnie ktoś jeszcze zapytał.

niedziela, 15 września 2013

Piwo: Dearg Diabhal

szkockie-wrzosy
[W roli wrzosowiska irlandzkiego, wrzosowisko szkockie, sierpień 2008]

Kolega M. poszedł w browarnictwo domowe. Obejrzał browarniczego porno odcinki wszystkie, naczytał się o słodach, chmielach i innych takich, i wziął się do roboty. Co tam dokładnie robił, dziś wam nie powiem, temat mi dalszym niż bliższym jest. Choć pomysł na notkę: “Browarnik domowy przy pracy” jest, może się w październiku zmaterializuje. Nie ważne jednak co robił, ważne co z tego wyszło. A wyszło buteleczek kilkadziesiąt piwa jednego, kilkadziesiąt piwa drugiego. Wyszło pod koniec czerwca, ale z ich odszpuntowywaniem trzeba było aż do sierpnia poczekać. Sierpień zaś zleciał szybko i piszący te słowa załapał się na degustację pewnej wrześniowej soboty dopiero.

Wina zapomniane: Pinot Bawaria

romantische-strasse-36
[Sielski krajobraz Bawarii, sielskie wina, miodne i syte, akurat na długie sztormowe wieczory.]

Kontynuując cykl notek kiedyś zapomnianych – teraz znalezionych, dziś na tapecie słodkie białe wino niemiecki. Nabyłem je w Bawarii, u producenta, w roku 2011. Oceniłem, zanim wypiłem, w roku 2013, wiosną.

piątek, 6 września 2013

Wina zapomniane: Trójka z Bergerac

zakaz-kapieli
[Koniec lata, koniec kąpieli w Zatoce, czas na pierwszy jesienny liść.]

Kontynuując remanent, dzisiaj trzy wina z apelacji Bergerac, winnica Clos d’Yvigne, producent Patrycja Atkinson. Jej wina gościły tu już wcześniej, przy okazji azjatyckiego adobo sparowanego molekularnie z francuskimi merlotami. Wtedy było dobrze, nawet bardzo dobrze. A jak będzie dziś?

poniedziałek, 2 września 2013

Wina zapomniane: Żwirowa kwaskowatość

primosic-refosco

Seria “półkowników” na wrzesień się szykuje, znaczy się notek degustacyjnych, które swoje przeleżały, bo nie czas, nie miejsce, zdjęcia nie było. A żeby statystyki podbić, serię tą nazwałem “wina zapomniane”. Nie ma to jak dobry tytuł, albo i nie.

Zaczynam od Refosco, producent Primosic, wino prosto z Italii przez A. dostarczone, jeszcze anno domini 2012. Pite, jeśli uwierzyć notce degustacyjnej, w okolicy marca 2013. Rocznik 2008, woltaż należyty, czyli 12,5%. Degustacja o tyle ciekawa, że jeszcze w 2010 wina ze szczepu refosco były dla mnie nie do przejścia. W 2011 chorwacki refošk już lubiłem. Zobaczmy jak się zapatruję na dandysowate* italiańskie refosco w 2013.

czwartek, 22 sierpnia 2013

Portugalia: Witajcie w raju!

01

Spędziliśmy w Quinta de la Rosa pięć dni i sześć nocy, bo tak wynikało z marszruty. I może dobrze, że tylko tyle, bo jeszcze dzień, czy dwa i byśmy tam zostali na zawsze. Koniec końców, kto dobrowolnie opuszcza raj?

czwartek, 8 sierpnia 2013

Przepis na wino: Molekularna kolacja

eska-douro

Na zdjęciu dolina Douro widziana z winnicy Quinta das Carvalhas producenta Real Companhia Velha. Psychodeliczne kolory jak najbardziej celowe, nawiązują do obłędnych aromatów ziół rosnących na zboczach wspomnianej winnicy.

Mieliśmy ostatnio gości. Ekipa z Poznania w trójmiejskie progi zawitała. Była tym samym okazja, żeby molekularną teorię parowania ze sobą wina i potraw przetestować w szerszym gronie. Okazja, którą skwapliwie wykorzystaliśmy, z sukcesem. Ale zacznę od początku, znaczy się molekularnej kolacji warunków brzegowych .

Po pierwsze, wina. Z myślą o tejże kolacji przytargałem z Portugalii trzy buteleczki porto: vintage 1991 od Quinta de la Rosa, vau vintage 2000 od Sandemana i colheita 1977 od Real Companhia Velha. A. zadeklarował się dostarczyć wprost z Toskanii via Poznań trzy flaszki sangiovese: różową i dwie czerwone, wszystko od Poggio ai Chiari. Choć S. nic nie deklarował, to można było przewidzieć że w sangiovese pójdzie, co by porządku nie burzyć. I tak się stało, pojawił się z zacnym chianti classico riserva Il Margone z Il Molino di Grace.

czwartek, 1 sierpnia 2013

Winna szklarnia 2.1

podstawki-trzy

Potrzeba matką notek, czy jakoś tak. Przy okazji zaistnienia cyklu “Wino i Potrawy” (na razie bardziej poza blogiem niż na nim), doświadczyłem dyskomfortu pstrykania fotek potraw w towarzystwie kieliszków na nóżkach, wysokich nóżkach. Fakt ten spowodował, że przypomniałem sobie o “beznóżkowej” wersji kieliszków Alessi, które widzałem na stronie Fabryki Form. Cóż było robić, trzeba było maila napisać. Parę maili później zgrabna paczka z trzema kieliszkami, do wina czerwonego, białego i musującego, znalazła się pod moimi drzwiami. Testowałem je następnie zacięcie i zażarcie przez miesiąc, drugi i trzeci, dziś jestem gotów werdykt wydać.

niedziela, 7 lipca 2013

Porto: Wino, słodycz i bimber

beczki-z-porto

Miało być za dzień, za dwa, do trzech tygodni się przeciągnęło, zdarza się. Tak czy inaczej, wreszcie notkę o winach porto, niekoniecznie z Porto, skończyłem. A w zasadzie napisałem raz jeszcze. Wersja pierwsza ze trzy wątki próbowała spiąć w jeden, Blogspota limit wierszy się kończył, a notki końca widać nie było. Musiałem jej poniechać, odetchnąć polskim powietrzem, wrócić za czas jakiś i wersję drugą napisać. Oto ona.

Wino porto, to jakby nie patrzeć słodkie wino z dodatkiem wódki*, dłużej, krócej, lub nieskończenie długo dojrzewające w dębowych beczkach.** I na tym można by skończyć, gdyby nie fakt, że rodzajów porto trochę jest i z czystej ciekawości człowiek się zastanawia, czym one się różnią? Spróbuję na to pytanie odpowiedzieć, wspierając się doświadczeniem zdobytym na szeregu flaszek porto białego, czerwonego, starego, młodego i nie do końca określonego. Flaszek, które wypiłem lub upiłem, kupiłem w winnicy, ale i w supermarkecie. Słowem trochę euro w imię zebrania doświadczeń przepuściłem, warto było.

środa, 19 czerwca 2013

Portugalia: Ta notka jest pisana dla statystyk

beczki-z-porto

Wino porto już tydzień, albo i półtora degustuję, zacięcie, zażarcie i za pieniądze, a czasem bez pieniędzy. Opinię już sobie wyrobiłem, pozostaje ją spisać i w notkę zamienić. Tylko tyle i aż tyle, nie teraz, niebawem. Jutro, pojutrze, stay tuned, jak to Anglosasi mawiają. Tymczasem zostaje ta notka, pisana dla statystyk, a jakże.

czwartek, 13 czerwca 2013

Portugalia: San Francisco

beczki-z-porto

Byłem w Lizbonie lat temu piętnaście, tego mostu nie zapamiętałem, byłem na Expo, inny most moją uwagę absorbował. Tak czy inaczej, nie dla mostów do Portugalii przyjechałem, architektoniczne porno to nie moja bajka. Ja przyjechałem dla porto, Kasia dla fado, a Julek, cóż, on nie miał wyjścia, rodzice go w samolot wpakowali i powiedzieli, że będzie fajnie.

niedziela, 26 maja 2013

Przepis na wino: Diabeł pija merlota

Molekularnego łączenia, wina i potraw, odcinek drugi. Logika dzisiejszego odcinka jest następująca. Wyszliśmy od merlota, co to w chłodziarce leżał. Merlot, a nawet dwa merloty, beczkowane były. Zatem mamy pluszową owocowość i wanilię, co łagodzi kapsaicynę, tudzież prościej – pikantność. Jak pikantność, to papryczki chili na myśl przychodzą. Decyzja, idziemy w kuchnię azjatycką.

Jest kierunek, czas na szczegóły. Merlot, wanilia, chili, jakie mięso do tego? Pod beczkowanego merlota będzie pasować wieprzowina, z mięs polskich najlepsza. Jak Azja i wieprzowina, to mleczko kokosowe i sos sojowy. Całość molekularnie się zgadza, możemy ruszać. Chwila szperania w Internecie i jest idealny przepis, paprykowo-wieprzowe adobo, czyli duszona marynata, z bloga Casa Veneracion.

Jak potrawę przyrządzić pokazujemy w klipie otwierającym notkę . Ocena win i podsumowanie trafności połączenia, po kliknięciu. Listę zakupową składników znajdziecie na końcu notki.

poniedziałek, 20 maja 2013

Bywa się, the sequel*

01_kocham_wino_fest

Każda okazja do spotkania znajomych ze stolicy jest dobra, jeśli wypada w weekend. Co prawda kolega M. skwitował nasze odwiedziny stwierdzeniem, że zawsze się zastanawia po co ludzie z interioru dalekiej Północy do stolicy na weekend przyjeżdżają, ale później już nie marudził. Zresztą ja i moja lepsza połowa mieliśmy powód dobry całkiem, koniec końców medialnie patronowaliśmy “Kocham Wino Fest”. A nie być, ale pisać jak było, to nie w naszym stylu.

środa, 15 maja 2013

Wino: Włoska siódemka

bellosguardo-wina

Miesiąc temu zdarzyło mi się być na degustacji zestawu siedmiu win włoskich. Producent Cantine Bellosguardo, region Toskania, importer i organizator Vinoarte, grupa docelowa HoReCa. Wrażenia? O tym po kliknięciu.

czwartek, 9 maja 2013

Konkurs: Wygraj aerator, albo dwa

konkurs-aerator

Konkurs rozstrzygnięty nagroda główna trafia do mk77 za napowietrzony wiersz biały, drugie miejsce dla AdamaK za zwięzłą interpretację klasyka. Dla pozostałych, czytelników bloga i uczestników konkursu, do 10 czerwca rabat 20% na aerator w sklepie picco.pl, kod rabatowy SRODKOWAPOLKA. Gratuluję zwycięzcom i do następnego razu.

Czas na obiecany w poprzedniej notce konkurs. Dwa aeratory do wzięcia*, amfora z imponującym stojakiem jako nagroda główna i klasyczny z subtelną podstawką dla zdobywcy drugiego miejsca. Niezorientowanych co aerator robi, a tym samym nie zmotywowanych by posiąść jeden, zapraszam notkę wcześniej. Aeratory w stanie doskonałym, każdy dwukrotnie przelany winem w celach testowych. Teraz będzie w podpunktach co, jak i kiedy?

wtorek, 7 maja 2013

Winne Wtorki: Koszerne i napowietrzone

aeratory-vinocenti

Miała być notka w niedzielę, zrobił się niespodziewanie wtorek. Majówka, pyłki pierwsze tego roku, tropikalne słońce, jakoś tak szybko mignęło te parę dni. W każdym razie jeśli wtorek, to “Winny Wtorek”. Chwilę dłuższą się wstrzelić w repertuar nie mogłem, ale jak Izrael na tapecie się pojawił, to od razu jedno wino mi do głowy przyszło. Jedno takie, co to je w Makro już dość dawno widziałem, a do zakupu jakoś się nigdy zebrać nie mogłem.*

Dodatkowo zaś aeratory dwa będą na tapecie, co to je od picco.pl do przetestowania dostałem. O aeratorach zdanie mam pozytywne, choć jednostkowo zdobywane dotychczas. Jak przeczytacie dalej, zobaczycie czy się potwierdziło. A jeśli tak, to w następnej notce konkurs z testowanymi aeratorami dwoma będzie. Każdy w stanie idealnym, używanym – dwa przelania winem, przesyłka na koszt autora notki niniejszej, na terenie Polski wyłącznie.

środa, 1 maja 2013

Zaproszenie: Fiesta, wino i zagrycha

kocham-wino-fest

Z innej beczki dzisiaj. Centrum Wina organizuje “Kocham Wino Fest”, czyli okazję by w plenerze spróbować 120 win i przekąsek do nich. Będą sery, będą bezy, będzie czekolada. Jest potencjał w pomyśle, a Środkowa Półka jest jednym z patronów medialnych. Stąd to ogłoszenie i zaproszenie tu i teraz na blogu. A jak do stolicy pojedziemy, win podegustujemy, przekąski z nimi sparujemy, to będzie bardziej merytorycznie. Tymczasem tyle, do normalnego programu wracamy w niedzielę.

niedziela, 28 kwietnia 2013

Przepis na wino: Camembert na czerwono

camembert i wino

Notka dwieście pierwsza, ta od której coś się zmienia, coś się zaczyna. Zmiany widoczne, widać. Logotypu się blog dorobił, nagłówek się wziął i odświeżył, a w tle pojawiło się te ponad trzysta zdjęć z poprzednich notek dwustu. Są jednak i zmiany, których nie widać. Po pierwsze, tematyka bloga rozszerza się o winne kulinaria, o czym za chwilę. Po drugie, w zakresie kulinariów będzie mnie wspierać moja lepsza połowa, Kasia.

Wątek winnych kulinariów zaczyna dzisiejsza notka. Przypisany mu tag “WiP”, można interpretować jako “Wino i Potrawy”, ale też “Work in Progress”.* [Aktualizacja 08.08.2013 - work in progress, to work in progress i po przemyśleniu "Wino i Potrawy" zmienia się w "Przepis na wino".] Bo choć temat zaczęliśmy w grudniu zeszłego roku, przez pięć miesięcy doszliśmy do wersji, którą pokazać światu można, to zmian, nawet sporych, nie wykluczamy. Oświadczenie było, czas przejść do konkretów.

Łączenia win z potrawami trochę już na blogu próbowałem. Właściwe kombinacje ustalałem znaną i uznaną metodą BMSTW.** Jednak chcąc iść dalej, stworzyć pary mniej od gustów zależne, trzeba było poszukać inspiracji w książkach. Udało się ją znaleźć w “Taste Buds and Molecules. The Art and Science of Food, Wine and Flavor.”, autorstwa François Chartier, przetłumaczonej przez Leviego Reiss.

Pomysł pana Chartiera jest, teoretycznie, prosty i oczywisty. Łączymy ze sobą te wina i te potrawy, które mają wspólne elementy na poziomie molekularnym. Czyli w sposób, który niedawno w notce zaprezentowałem. Prostota teorii komplikuje się w praktyce. Bo choć na poziomie molekularnym dębowane wino i goździki są ze sobą zgodne, to jako propozycja dania obiadowego, goździki saute, szans raczej nie mają.*** I tu pojawia się wyzwanie, które chcemy podjąć.

W cyklu “WiP” znajdą się przepisy zamieniające zgodne molekularnie zestawienia, win i pojedynczych składników, w pełnoprawne potrawy. Punktem wyjścia będzie albo wino, do którego szukamy dania, albo danie, do której szukamy wina, albo oba te elementy, które trzeba ze sobą połączyć. Każdy z przepisów przygotujemy, obfotografujemy i zaprezentujemy w formie, którą znajdziecie w dalszej części tej notki. Łącznie z subiektywnym spojrzeniem na trafność proponowanego zestawienia i oceną wina.

Czas na przepis numer jeden, premierowy. Zadanie na dziś, sparowanie sera pleśniowego typu camembert z australijskim shirazem. Molekuły w dłoń i do dzieła.

czwartek, 25 kwietnia 2013

200/100

e-iss

Aksjomat winny nr 1 – “Każda reguła ma swój wyjątek”

Dwusetna notka, moment w życiu bloga, który uczcić warto. Od przemówień okolicznościowych się powstrzymam, od akademii ku czci także, ale wina nietuzinkowego sobie nie odmówię. Zatem czas odszpuntować È ISS z Kampanii, Italia. Owoc winogron zrodzonych przez ponad stuletnie krzewy winne. Krzewy, które zasadzono nim plaga filoksery spustoszyła europejskie winnice, a wojna secesyjna wstrząsnęła Ameryką Północną.

niedziela, 14 kwietnia 2013

Lidl: 15151

wino_lidl_loquuntur

Trójka z Lidla, ujęcie trzecie, ostatnie. Idąc tropem cyfry trzy,trzecie wino z serii Saxa Loquuntur. Pierwsze oceniłem na blogu czas już jakiś temu, drugie jeszcze tu nie trafiło, ale to nie przeszkadza dziś ocenić trzecie. Zatem do wina.

środa, 10 kwietnia 2013

Lidl: Recykling, wersja “no name”

lidl_wino_valpolicella

Dziś drugie wino z wiosennej trójki by Lidl. Jak widać na zdjęciu, tej wiosny zima trzymała się mocno, a wino w zlewie nie skończyło. Czy skończyło w Bałtyku? O tym po kliknięciu.

niedziela, 7 kwietnia 2013

Lidl: Wspomnień czar

lidl_wino_cdp

Lidl przesłał mi kartonik, trzy sztuki wina do oceny się w nim znalazły. Będzie po kolei, zaczynając od wina najlżejszego, najdroższego i o najtrudniejszej do wymówienia nazwie. Czyli od Châteauneuf-du-Pape, które złotych pięćdziesiąt, bez grosza, kosztuje. Zanim jednak rozłożę je na czynniki pierwsze, dygresja krótka.

Châteauneuf-du-Pape, ta nazwa przez dłuższy czas rozpalała moją wyobraźnię. Czemu? Ponad dekadę temu usłyszałem w telewizji (wtedy jeszcze oglądałem telewizję), że najlepsze wino świata to Châteauneuf-du-Pape. W pamięci mi to utkwiło, stwierdziłem, że jak na nie trafię, to trzeba kupić i się podelektować. Zresztą, z czego dzisiaj się śmieję, wtedy byłem przekonany, że Châteauneuf-du-Pape to nazwa jednego, konkretnego wina, a nie całej rodziny win, od wielu producentów. O słodka ignorancjo.

Wracając do wątku fabularnego. Parę miesięcy później w Makro, wówczas moim preferowanym dostawcy alkoholi wszelakich, pojawiło się Châteauneuf-du-Pape. W skrzyneczce drewnianej, trocinami wypełnionej, za folijką, w cenie obłędnej i nieosiągalnej, złotych stu dwudziestu bodajże. Cenie, którą razy dwa pomnożyć trzeba było, bo jedynie zestaw podwójny kupić było można. Zastanowiłem się, kasę przeliczyłem, nie kupiłem. W tamtych czasach mój target wyznaczały wina “do trzech dych”.

Jednak ta historia nie zakończyła się wtedy, lecz rok temu niecały. Jak to? Zapytacie. Otóż, na kolejne butelki tego Châteauneuf-du-Pape trafiałem w Makro przez ponad dziesięć lat. Kilka razy zastanawiałem się, a może by jednak kupić i spróbować. Aż wreszcie rok temu, mając już internet w komórce, znów na nie trafiłem. Tym razem wbiłem nazwę producenta w wyszukiwarkę. I wyszło mi, że skórka nie warta wyprawki. Koniec.*

Wystarczy dygresji i łzawych historii, czas przejść do wina.

czwartek, 4 kwietnia 2013

Chorwacja: Baryłka z białego dębu

grasevina-krizevci

O winach z “Salonu Win Chorwackich” notka czwarta, ostatnia.* Dziś wino białe, sztuk jedna, ale jaka. Dojrzewająca w dębowych beczkach ambrozja ze szczepu graševina. No dobrze, z tą ambrozją to przedwcześnie wyskoczyłem, co butelka kryje to się dopiero zobaczy. Jednak szczep jest zacny, miałem z nim już przyjemność (tutaj), a białe wina beczkowane zawsze przykuwają moją uwagę.

Choć łatwymi w odbiorze nie są, dla nieprzygotowanych. Czegóż bowiem chce przeciętny amator win białych? Orzeźwienia, lekkości, kwaskowatości być może, owocu, a i owszem. Po namyśle, orzeźwienia i lekkości, przede wszystkim. Natomiast, co dostaje odszpuntowując białe wino beczkowane? Intensywny, gęsty aromat i ciężki, esencjonalny trunek. Jeśli winiarz się przyłożył, to dalej znajdzie się i orzeźwienie, koniec końców to nie wino deserowe. Jednak cienkuszem, do sączenia mimochodem w oszronionych kieliszkach, takie wino nigdy nie będzie. A przynajmniej być nie powinno, jeśli winiarz uczciwie swoją pracę wykonał. Zostaliście ostrzeżeni, czas na meritum, czyli ocenę.

wtorek, 2 kwietnia 2013

Chorwacja: Stół i okolice

bolfan-franc-arman

Wina z “Salonu Win Chorwackich”, notka numer trzy.* W poprzedniej był dwa razy zlew, dzisiaj będzie lepiej. Koniec, końców obiecałem.

Zatem do win. Dwa białe, wytrawny Pinot Sivi od Bolfana i wytrawna Malvazija od Franca Armana. Szczegółowy opis znajdziecie po kliknięciu, tutaj zaś streszczenie dla niecierpliwych. Wyszły te wina winiarzom jak mi zdjęcie powyższe. Niby jest okay, ale szału nie ma. Pomysł jakiś był, detale się bronią, niestety całość zbyt przeciętnością czuć. Do obiadu w tygodniu się nadadzą, kubkom smakowym, przygaszonym po całym dniu, orzeźwienie przyniosą. Problemem jest, że z ceną, według mnie, producenci przeszarżowali.

sobota, 30 marca 2013

Chorwacja: Zlew

zlew

O winach z “Salonu Win Chorwackich” notka numer dwa*. Dziś na tapecie dwa wina białe, Chardonnay od Rossiego i Meandar od Portusa. A że notka druga, wina dwa, to i ocena będzie dwuczłonowa, krótka i treściwa przed kliknięciem, wnikliwa po kliknięciu.

Krótko i treściwie, ocena brzmi następująco: dwa razy zlew, szkoda czasu i kubków smakowych. Mogliście się spodziewać, nieprawdaż? Parę wskazówek już na samym początku notki znaleźć można było. Tym, którzy się zastanawiali czy kupić, czy nie, już dziękuję, wiecie wszystko co trzeba. Wnikliwych zapraszam dalej.

czwartek, 28 marca 2013

Chorwacja: Goździki molekularnie

galic-crno-9

Był sobie czas jakiś temu “Salon Win Chorwackich”, zorganizowany przez “Czas Wina”. Choć na samej imprezie być nie zdołałem, to kartonik win sześciu się pojawił. Z których pięć było białych, jedno zaś czerwone. I od tego rodzynka, tryptyk chorwacki tetralogię chorwacką rozpocznę.

czwartek, 14 marca 2013

Wino: Program aktywizacji bezrobotnych

campos-chardonnay

Ostatni z kamposów, Campos de Luz w wersji białej*, jasnozłotej właściwie. Pozostałe odcinki serii pod tagiem “cde2013”. Wino z regionu Ariñena, już nie tak egotycznego dla mnie jak ostatnio. Rocznik 2011, woltaż 13%, kupaż aż trzech szczepów: chardonnay, viura i muscat (40/50/10). Okay, chardonnay znają wszyscy, muscat też egzotyczny nie jest, ale viura? Pierwsze słyszę, trzeba by to winogronko sprawdzić.

środa, 13 marca 2013

Wino: Siła aksjomatu

campos-de-hojas

Aksjomat winny numer 13
D
obre tanie wino z drogiego regionu jest jak Yeti

Przedostatni kampos, kampos z Riojy. Po odwiedzeniu regionów mniej lub bardziej nieznanych zwykłemu winopijcy, trafiamy do regionu legendy, regionu, którego nazwa stała się synonimem czerwonego hiszpańskiego wina. Trafiamy z butelką wina joven, czyli młodego, niebeczkowanego. Butelką Campos de Hojas, rocznik 2011.

wtorek, 12 marca 2013

Wino: Bezwietrzna soczystość

campos-de-viento

Czwarta notka o winach Campos de …., wszystkie notki pod tagiem “cde2013”. Po wpadce z ryzykowną i wysokooktanową Riscą, wracam do standardu. Woltaż 13%, szczep znany i lubiany, czyli tempranillo, region La Mancha. Panie i panowie przedstawiam Campos de Viento.

poniedziałek, 11 marca 2013

Wino: Ugotowani

campos-de-risca

Odnośnie win Campos de …., notka kolejna. Wszystkie notki pod tagiem “cde2013”. Dziś wino numer trzy, dwa poprzednie się obroniły, jak będzie tym razem?

niedziela, 10 marca 2013

Wino: Młody starzec, stary młodziak

campos-di-luz

Tematu hiszpańskich wina Campos de …., ciąg dalszy. Wszystkie notki pod tagiem “cde2013”. Zaczęło się na biało, czas pójść w czerwone, wina czerwone.

sobota, 9 marca 2013

Wino: Ptaszków sześć

campos-de-suenos

Nie ma lekko, kurier przyniósł kolejny kartonik win do oceny. Jeśli kartonik, znaczy się win sześć, znaczy się notka długa będzie, przynajmniej tak do tej pory bywało. A tu niespodzianka, notka będzie krótka i węzłowata. Dlaczego? O tym pod koniec, teraz do win.

Na początek białe, Campos de Sueños. Kraj pochodzenia tego wina, jak i pozostałych - Hiszpania, tutaj region Rueda. Szczep verdejo 100%, alkoholu woltaż 13%, rocznik 2011. Korek, z tych gąbczastych, zatem pić szybciej niż później, w piwniczce nie więzić, bo się utleni i aromat zapleśnieje. Szybciej niż później. Czyli nie czekając dłużej, odszpuntowuję.

czwartek, 28 lutego 2013

Żabka: Siła ognia

brunello-zabka

Choć na degustacji winnej oferty Żabki nie byłem, butelczynę dostałem. Butelczynę z jednej strony niezgorszą, brunello di montalcino, nawet z aziendy konkretnej, a nie noname z szeroko rozumianego regionu.* Z drugiej strony w internetach, wedle stanu na dziś, zjechaną niemiłosiernie. Wieść gminna niesie, że pić toto trzeba parami. Pierwsza butelka jest do zapomnienia, niczym kawowy sink shot, a przy drugiej już smakuje. Jak większość win obsadzonych w roli drugich butelek.

Czy pisałem może niedawno, że życie blogera winnego jest piękne? Koloryzowałem, zdecydowanie. Przy takich butelkach to sobie uświadamiam. Lecz cóż zrobić, nie czas marudzić, czas temu koniowi w zęby zajrzeć, choć darowanym jest.

niedziela, 17 lutego 2013

Edynburg: Whisky, kłamstwa i edycje specjalne

drzewo-i-slonce

Byłem sobie na weekend w Edynburgu, u znajomych byłem i sprawdzić czy zamek dalej stoi byłem.* Przywożę zaś z Edynburga wieści dwie, dobrą i złą, klasycznie tak. Dobrą, że ceny whisky w Edynburgu i w Polsce wreszcie się zrównały, prawie. Złą, że to ceny edynburskie wyrównały do polskich, a nie odwrotnie. Jednak nie o cenach notka będzie, ceny są nudne. Notka będzie o tym, jak szkockie single malty są na najlepszej drodze do wyrównania swojego poziomu z dnem, czyli “Johnym Czerwoną Nalepką".

piątek, 8 lutego 2013

Wino: Styczniowy kartonik

Reklama
Na zdjęciu kieliszek z oferty Fabryki Form.

bonarda-croatina

Życie blogera winnego jest piękne, kropka. Cóż, warto rozwinąć tą myśl. Kiedyś piłem wina kupowane przez siebie, było fajnie. Później pojawiły się wina, których sam nie wybrałem, ale i sam za nie nie płaciłem. A dziś, ja wybieram, oni płacą. Czy już mówiłem że życie blogera winnego jest piękne? Tylko trzeba notkę z podsumowaniem napisać, oto ona.

wtorek, 5 lutego 2013

Wino: Białe wina, niebieskie trasy

chopok

Zdarzyło mi się być tego stycznia na Słowacji, na nartach. Że narciarz ze mnie niebywały, znaczy się dawno na nartach nie widziany, to o samych nartach dziś dużo nie będzie. Wystarczy tyle, że śnieg był, słońce było, a mgła, halny, deszcz i gołoledź też się trafiły. Zaś trasa numer 5 na Chopoku podoba mi się, natomiast numer 5a już nie za bardzo.

Kiedy we wspomnianym deszczu niektórzy, najtwardsi z wycieczki, uprawiali narty wodne na trasach czerwonych i czarnych, ja rozejrzałem się za lokalnymi winami, w lokalnym Tesco. Znalazłem ich tam całe cztery regały, dwa białych, dwa czerwonych. Pamiętając czerwone morawskie, pite w Pradze lat temu parę, zostałem przy winach białych. Tym bardziej, że zakupione wina chciałem przetestować na współtowarzyszach. Cenowo celowałem, jakże by inaczej, w środkową półkę, czyli między trzy a siedem euro.

sobota, 2 lutego 2013

Wino: ...i kalifornijski burgund

duckhorne-migration

Dzisiaj, kontynuując temat poprzedniej notki, obrazkowy opis wina numer dwa. Bohater, wino Migration od producenta Duckhorn, 100% pinot noir, beczka gdzieś po drodze, zatem prawie jak burgund.* Rocznik 2007, czyli jak na ten szczep, z tego regionu – Kalifornia, wino w idealnym wieku do picia.**

Czas na opis, znaczy się obrazek.

wtorek, 29 stycznia 2013

Wino: Włoskie chablis...

borgodeltiglio

Parę(naście) notek temu testowałem nowe kieliszki do wina. Testowałem “włoskim chablis” oraz “kalifornijskim burgundem”. Obiecałem, że wina te opiszę w kolejnych notkach i oto pierwsza z nich. Dlaczego dopiero teraz? W tak zwanym międzyczasie urodził mi się pomysł innego podejścia do win opisywania. Dopracowanie go chwilę zajęło, dziś premiera. Cztery, trzy, dwa, jeden…

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Dygresja piwna

gulden-draak

Piwo dostałem, w prezencie piwo dostałem. Na piwie to ja się nie znam, pewnie dlatego dostałem, z przykazem co by je opisać. Wyzwanie takie. No to opiszę, po winnemu opiszę, a co?

sobota, 5 stycznia 2013

Post scriptum: Bordeaux i Lidl

chateau-millet2

Czytając “Bordeux: The wines, the vineyards, the winemakers” szukałem śladów lidlowej oferty i znalazłem. Z win na blogu opisywanych trafiły się dwa. Château Andron Blaquet z obecnej oferty i zeszłoroczny Château Lilian Ladouys. Ponadto z obecnej oferty wypatrzyłem jeszcze Château L’Arrosée* i Château Rollan-de-By.

A jak już przy lidlowych winach z Bordeaux jestem, to dwa zdania o grudniowej przesyłce.