poniedziałek, 14 stycznia 2013

Dygresja piwna

gulden-draak

Piwo dostałem, w prezencie piwo dostałem. Na piwie to ja się nie znam, pewnie dlatego dostałem, z przykazem co by je opisać. Wyzwanie takie. No to opiszę, po winnemu opiszę, a co?

Wino, wróć, piwo Gulden Draak. Rocznik ubiegły, alkoholu 10,5%, butelka litra trzy czwarte. Trunek ciemny, słodki, musujący, prawie jak Lambrusco. Serwować w 8 stopniach Celsjusza, tak na etykiecie napisanym było. Zatem na najdolniejszej półce chłodziarki spędziło miesiąc, czy dwa. Zanim nie doczytałem ciągu dalszego, że przechowywać w pionie należy, bo drożdże, bo klarowność. Ups. Przechodząc do wrażeń organoleptycznych.

Wzrok: w kielichu Gulden Draak jest koloru miedzianego, pod światło klarowny*. Sznurami bąbelków nie epatuje, choć korek ochoczo wysadza. Piana jest jak w winie musującym, wypisz, wymaluj. Przez chwilę trwa, a piętnaście sekund później i trzy klatki dalej, już jej nie ma. Nos: ulotny, acz przyjemny - gorzka czekolada i orzechy. Gorzelnianych odorów alkoholu brak, za to plus, kolejny. Usta: gęste i esencjonalne, czekolada, karmel, orzechy ziemne. W długi zimowy wieczór, kiedy za oknem mróz, śnieg i śnieżyca, a po tej stronie okna żółty blask żarówek, wpisują się doskonale. A że alkohol pod kontrolą, jak i cukier podobnież, zatem Gulden Draak ani nie upije, ani nie zemdli podstępnie. Posmak długi, korzenny, szczęśliwie bez lukru.

Podsumowując. Jakby to było wino, to bym napisał tak: Kiedy wicher świszczy, a wokół biało, Gulden Draak jest w swoim żywiole. Gęsty, esencjonalny, czekoladowo-orzechowo-korzenny. Rozgrzewa ciało, koi umysł. Latem natomiast, lepiej żeby ze swoje jaskini nie wychodził. Co najwyżej konsternację wzbudzi.

A że to piwo, to wyślę was do kogoś, kto chyba trafniej Gulden Draak opisał. Na Środkowej Półce zaś, czas do win powrócić.

* smolista czerń ze zdjęcia powyżej, co Guinnessa bezproblemowo zawstydzi, jest wyłącznie dowodem na to, że zdjęcia kłamią. A przynajmniej przekłamują.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz