sobota, 5 stycznia 2013

Post scriptum: Bordeaux i Lidl

chateau-millet2

Czytając “Bordeux: The wines, the vineyards, the winemakers” szukałem śladów lidlowej oferty i znalazłem. Z win na blogu opisywanych trafiły się dwa. Château Andron Blaquet z obecnej oferty i zeszłoroczny Château Lilian Ladouys. Ponadto z obecnej oferty wypatrzyłem jeszcze Château L’Arrosée* i Château Rollan-de-By.

A jak już przy lidlowych winach z Bordeaux jestem, to dwa zdania o grudniowej przesyłce. Czerwone wytrawne, Château Millet, miało przyjemnie owocowy nos: owoce leśne, wiśnie, czarna porzeczka. Usta soczyście kwaskowate, podbite dobrze wyczuwalnymi garbnikami, o długim posmaku. Biorąc pod uwagę, że jest z apelacji Graves, czyli regionu, z którego lepszą część wydzielono jako apelację Pessac-Léognan, to trzyma się zacnie.

Białe słodkie, Château Delmond, nosem było cytrusowe z tą nutą pleśni, szlachetnej rzecz jasna, w dalekim tle. W ustach słodkie i kwaskowate, poprawne. Oceniłbym je jako łatwe, lekkie i przyjemne. Nie ma spodziewanej gęstości, pełności wina z tych rodzynek w pełni szlachetnie spleśniałych, ale też nie wyczułem tu podbijania kwasowości w sposób sztuczny, żeby przełamać zalepiającą słodycz. Zatem do deski serów jak najbardziej, tu i teraz. Kolejne sześć lat leżakowania różnicy nie zrobi.

chateau-delmond2

Reklama
Na zdjęciach kieliszki z oferty Fabryki Form.

* to jest wyjątek łamiący regułę z przypisu poprzedniej notki, czyli drugoligowy klaret w odpowiednim wieku do wypicia i w rozsądnej cenie, niecałych 150 zł. Château L’Arrosée, rocznik 1998. Po zakupie wypić od razu, dłużej nie leżakować.

2 komentarze:

łokcie na stole pisze...

Jak na środkową półkę to 150złotych to mocno za dużo...Szczególnie, że jest to wino z lidla. Nie wiem, czy miałbym na tyle zaufania do tego marketu by powierzyć im taką ilość pieniędzy :/

Konrad Jagodziński pisze...

Ja bym rozgraniczył dwie rzeczy: cenę i miejsce zakupu. Cenowo to wino jest okay, biorąc pod uwagę producenta i rocznik.

Jeśli chodzi o miejsce zakupu. Poważną wadą marketów, bo Lidl, Real, czy Leclerc to to samo, jest oświetlenie. Dużo oświetlenia. A wina tego nie lubią, przynajmniej nie przez dłuższy czas. Z drugiej strony, poważnym plusem marketów jest stała temperatura.

Zakładając, że wino do którego się odnosimy, nie przeleżało poprzednich X lat na półce sklepowej we Francji, a w przyzwoitym magazynie, to może być grzechu warte.

Prześlij komentarz