piątek, 8 lutego 2013

Wino: Styczniowy kartonik

Reklama
Na zdjęciu kieliszek z oferty Fabryki Form.

bonarda-croatina

Życie blogera winnego jest piękne, kropka. Cóż, warto rozwinąć tą myśl. Kiedyś piłem wina kupowane przez siebie, było fajnie. Później pojawiły się wina, których sam nie wybrałem, ale i sam za nie nie płaciłem. A dziś, ja wybieram, oni płacą. Czy już mówiłem że życie blogera winnego jest piękne? Tylko trzeba notkę z podsumowaniem napisać, oto ona.

Z oferty Rafa Wine & Spirit wybrałem win sztuk pięć, od dwóch producentów. Z toskańskiej winnicy La Castellina jedno białe, dwa czerwone, chianti classico i chianti riserva. Z emilio-romańskiej winnicy Lusenti dwa czerwone wina, ze szczepu croatiną, znanego też pod nazwą bonarda.* Jedno czyste, drugie w kupażu z barberą. Zapowiadało się ciekawie.

I było, przynajmniej jeśli o bonardach mowa:

  • w wersji czystej, “La Picciona”, znaczy się gołąb, rocznik 2006, woltaż 14,5%,
  • w kupażu bonarda z barberą (40/60), Gutturino Superiore “Cresta al Sole”, rocznik 2008, woltaż 14,5%.

Oba wyglądem podobne, błyszczące, ciemnoczerwone, barwą bordowe, rocznik 2006 lekko przygaszony. Nos: i tu, i tu pluszowy, czyli gęsty, wręcz dżemowaty, pełen owoców leśnych, dymny na obrzeżach. U “La Picciony” intensywniejszy, atramentowy, daleki krewny toskańskiego chianti. Usta: udanie kontrastują z pluszowością nosa. Gutturino jest gładkie, odpowiednio kwaskowate (grejpfrut) – to zasługa babery, ale i dostrzegalnie garbnikowe, głównie garbnikami winogron, z muśnięciem dębiny na policzkach. “La Picciona” zaś szczodrze serwuje szorstkość garbników, zarówno na dziąsłach (winogrona), jak i policzkach (dębina), jak i wytrawną suchość w gardle. Podsumowując, kontrastowo i nietuzinkowo, w obu przypadkach.

Przechodząc teraz do win, które autor lubi najbardziej, czyli chianti:

  • w wersji chianti classico, kupaż sangiovese i canaiolo (90/10), rocznik 2008, woltaż 13,5%,
  • w wersji chianti riserva, Squarcialupi, kupaż sangiovese, merlot i cabernet sauvignon (90/5/5), rocznik 2007, woltaż 14%.

W wyglądzie classico klarowne, średnioczerwone, z miedzianymi refleksami. Riserva zaś krystaliczna, średnioczerwona i przepięknie soczysta barwą, wręcz krwista. Nos: u obu wiśnie, atrament, fiołki. Classico paletą prostsze, jeszcze soczyste truskawki oferuje. Riserva bogatsza, owocami leśnymi i wypalanym węglem drzewnym. Oba wina zacnie i w kanonie. Usta: ups, że co ja piję, że niby chianti? dwa razy gładko, kwaskowato w drugiej nucie, jeszcze raz gładko i soczyście. Garbniki w classico zaledwie na obrzeżach, w riservie podobnie, plus dochodzi dębina na policzkach. Tak, czy inaczej, nie mój smak chianti i nie smak, który z Toskanią kojarzę. Zaś dla niedzielnego winopijcy smak idealny, smak, którego szuka. Wino niekwaśne, ust nie wykręca, gładkie, soczyste i technicznie bez zarzutu. A ktoś mi kiedyś mówił, że nie ma łagodnych chianti.

Bonardy urzekły, chianti zostawiły niespełnionym, a białe toskańskie? Bianco Toscano, chardonnay i trebbiano toscano (90/10), rocznik 2010, woltaż 12,5%. Wyglądem błyszczące, słomkowe, zielonym odcieniem wabiące wyłącznie w butelce. Nos: przyjazny, charakterystyczny choć prosty: jabłka, kwiaty, czarny pieprz na obrzeżach. Usta: kwaskowatość podbita szampańskością, jabłka. W dotyku gładkie, wręcz maślane. Podsumowując, wino łatwe i przyjemne, odmienne od supermarketowej papki, do obiadu jak znalazł.

I to by było tyle na dziś. Ciąg dalszy kartoników nastąpi, być może, za miesiąc.

* tutaj ciekawostka, jak to się w słonecznej Italii zdarza, bonarda niejedno ma imię, a właściwie niejednemu szczepowi na imię bonarda. Otóż bonarda numer jeden, bonarda piemontese, jak sama nazwa wskazuje jest rezydentką winnic piemonckich. I występuję jako towarzyszka nebbiolo w winach Gattinara i Ghemme. Bonarda numer dwa, to właśnie croatina, występująca w Emilii-Romanii i Lombardii. Jej pełna nazwa to bonarda di gattinara, lub bonarda di cavaglia. Rzecz jasna z bonardą piemoncką nie jest spokrewniona w żaden sposób.

Żeby było prościej, a obraz przedstawić pełny, zarówno piemoncka bonarda, jak i emiliańsko-romańsko-lombardzka bonarda mają swoje klony i podgatunki, zwane bonardami coś tam, coś tam, każdy. Tutaj się zgubiłem już i jeśli chcecie się zorientować, który jest który, i dlaczego niektóre nazwy się dublują, to zajrzyjcie do leksykonu Oza Clarke’a.

Acha, czy wspomniałem, że w Argentynie szczep zwany bonarda może być de facto krewniakiem dolcetto?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz