wtorek, 5 lutego 2013

Wino: Białe wina, niebieskie trasy

chopok

Zdarzyło mi się być tego stycznia na Słowacji, na nartach. Że narciarz ze mnie niebywały, znaczy się dawno na nartach nie widziany, to o samych nartach dziś dużo nie będzie. Wystarczy tyle, że śnieg był, słońce było, a mgła, halny, deszcz i gołoledź też się trafiły. Zaś trasa numer 5 na Chopoku podoba mi się, natomiast numer 5a już nie za bardzo.

Kiedy we wspomnianym deszczu niektórzy, najtwardsi z wycieczki, uprawiali narty wodne na trasach czerwonych i czarnych, ja rozejrzałem się za lokalnymi winami, w lokalnym Tesco. Znalazłem ich tam całe cztery regały, dwa białych, dwa czerwonych. Pamiętając czerwone morawskie, pite w Pradze lat temu parę, zostałem przy winach białych. Tym bardziej, że zakupione wina chciałem przetestować na współtowarzyszach. Cenowo celowałem, jakże by inaczej, w środkową półkę, czyli między trzy a siedem euro.

Win nabyłem siedem, pięć metalową zakrętką zamkniętych, dwa korkiem.* Na kolejne trzy wieczory starczyło.** Przechodząc do wrażeń, będzie w podgrupach.

slowackie-wina

Wina, które smakowały wszystkim

Były takowe dwa:

  • Tramin Červený od Villa Vino Rača, czyli traminer po słowacku. Nos perfumowany, kwiatowy, zgodny ze szczepu charakterne, usta łagodne, owocowe. Miłe, gładkie wino, kosztowało niecałe cztery euro.
  • Rulandské Bílé od Malokarpatská vinohradnícka spoločnosť, a.s. Pezinok, słowacki pinot blanc. Nos pełen owoców tropikalnych, usta łagodne, owocowe. Jak wyżej, gładkie, miłe wino, za niecałe sześć euro.

Oba wina emocji nadmiernych nie dostarczyły. Po prostu trzymając się szczepu swego charakterystyki i uciekły od supermarketowej przeciętności.

Wina, które smakowały niektórym

Były takowe dwa:

  • Müller Thurgau od Chateu Krakovany, jabłkowy i orzeźwiający w aromacie, dla części zbyt orzeźwiający, czytaj kwaskowaty w ustach. Ostatnio wina kwaskowate smakują mi bardzo, jeśli jest to soczysta, owocowa kwaskowatość, zatem byłem na tak. Ale prawdą jest, że do winnej kwaskowatości trzeba przywyknąć.***
  • Chardonnay od Danuvin, niebeczkowane, orzeźwiające, mineralne. Nosem pieprzowe, wyraziście pieprzowe, pieprzem nie tylko czarnym, ale i białym. Według mnie ciekawe, według degustacji współtowarzyszy zbyt inne, spisaliśmy protokół rozbieżności.

Wina, które zawiodły

Trzy wina nie spełniły moich nadziei, a i uznania szerszego nie zdobyły. Wszystkie trzy od Malokarpatská vinohradnícka spoločnosť, a.s. Pezinok:

  • Riesling Vlašský, czyli riesling włoski, którego z rieslingiem, tym rieslingiem, łączy tylko i wyłącznie wspólna nazwa. Kwaskowaty był tak, że nawet mój entuzjazm do winnej kwaskowatości się skończył.
  • Riesling Rýnsky, oznaczony “neskorý zber”, czyli z późnego zbioru. Oczekiwałem gęstego, aromatycznego nosa. Natomiast dostałem dobre, acz niewyróżniające się wino. O dwóch wiadrach soczystej kwaskowatości nie wspominając, które mi nie przeszkadzały, współtowarzyszy zraziły.
  • Sauvignon Blanc, także z późnego zbioru. To był dobry, bazowy sauvignon blanc. Trochę pikanterii, trochę owocu, lekko, łatwo i przyjemnie. Kwaskowatość w ryzach trzymana, nie ma się do czego przyczepić. Oprócz premii dwóch euro, płaconej za “neskorý zber” na etykiecie i korek jako zamknięcie. Niekoniecznie.

Podsumowując. Słowackie wina smakowały mi, a niektóre także moim współtowarzyszom. Smakowały mi na tyle, że czerwonego tramina i białe rulandskie zakupiłem do domu, zobaczy się, czy smak zapamiętany nie był bardziej funkcją towarzystwa i miejsca, niż terroir i kunsztu winiarza. Do tego przytargałem ze sobą reńskiego rieslinga obwieszonego medalami i garażowe chardonnay z późnego zbioru. Każde z tych dwóch prawie jedenaście euro kosztowało, zatem oczekiwania mam duże.**** O tym czy zostały spełnione napiszę, za czas jakiś.

A Słowakom zazdroszczę, że mogą wejść do pierwszego lepszego Tesco i kupić swoje, lokalne wino, tak odświeżająco odmienne od internacjonalnej papki, płacąc przy tym nieduże pieniądze. Ech, jakżebym chciał i ja tak sobie wejść do osiedlowej Almy, i mieć taki wybór. Może kiedyś?

* w warunkach turystycznych metalowa zakrętka jest rozwiązaniem idealnym, według mnie.
** choć gdyby nie kupione przez współtowarzyszy: Rum Tuzemsky, piwa lokalne i lokalna śliwowica, mogłoby trochę mało być.
*** co nie jest łatwą rzeczą w Polsce, gdzie dystrybutorzy kierując się gustami klientów sprowadzają wina łagodne i słodkie, choćby wytrawne z etykiety były.
**** jak na winopijcę-romantyka przystało, założyłem, zapewne całkiem błędnie, że choć dwa euro premii nie wystarczyło do zrobienia wybitnie wyróżniającego się wina, to pięć euro powinno dać radę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz