czwartek, 28 marca 2013

Chorwacja: Goździki molekularnie

galic-crno-9

Był sobie czas jakiś temu “Salon Win Chorwackich”, zorganizowany przez “Czas Wina”. Choć na samej imprezie być nie zdołałem, to kartonik win sześciu się pojawił. Z których pięć było białych, jedno zaś czerwone. I od tego rodzynka, tryptyk chorwacki tetralogię chorwacką rozpocznę.

Producent Galić, czerwone wino wytrawne Crno 9, kupaż merlot i cabernet sauvignon. Rocznik 2009, woltaż niemały bo 14,2%. Beczkowane, według wszelkich znaków na kubkach smakowych i aromatu receptorach, acz się winnica nie chwali tym na stronie. Wzrok: wiśniowe, ciemnoczerwone tak intensywnie, że wręcz nieprzeźroczyste, błyszczące. Nos: pierwsze skojarzenie zaskakujące, zapach nówka, sztuka opony samochodowej. Dalej już tradycyjnie. Aromat owoców leśnych i jagód, w bukiecie wanilia, dym, drewno. Wielowarstwowo, zmiennie w czasie, ciekawie. Wracając do początku, nuty warsztatu wulkanizacyjnego najgłębiej zapadają w pamięć, intrygująco, nie odpychająco bynajmniej. Może dla pełnego efektu warto Crno 9 sączyć po uraczeniu się lampką naftowego rieslinga?* Usta: kwaskowate (średni), garbnikowe winogronami (niski plus) i garbnikowe dębiną (średni / średni plus). Do tego wanilia i cierpkość na języku. Na długość bez zarzutu, cztery kwarty, zostawia wspomnienie waniliowej chmurki w ustach. Wino w dotyku szorstkie.

Podsumowując. Nos dziwny, wcześniej takiego nie spotkałem. Zaintrygował mnie jednak, zapamiętałem go i wspominam dobrze. W ustach zaś tragedii nie ma, owocu też nie stwierdzono. Tym samym na solówkę Crno 9 nie za bardzo, gdyż ciała brakuje. Natomiast do obiadu, a i owszem, nada się zacnie. I tu bym myśl odrobinę rozwinął, empirycznym dowodem potwierdzając.

Czytam sobie ostatnio książkę taką jedną, której autor patrzy na łączenie wina i potraw, przez pryzmat zgodności molekularnej. Ciekawa jest nie powiem, niezrozumiała miejscami, a jakże, opiszę ją na blogu za czas jakiś, na pewno. A jaki to ma związek z Crno 9?

Już wyjaśniam – goździki. Otóż kontakt z dębiną, podobnież wino w molekuły zgodne z molekułami goździków wyposaża. Co było robić, trzeba było sprawdzić. Wziąłem ja pierś indyczą, nadziałem goździkami, przy okazji natarłem sosem sojowym, także z dębiną zgodnym. W brytfance obłożyłem śliwkami wędzonymi polskimi**, brytfankę zamknąłem, na godzinę do piekarnika, rozgrzanego do 150 stopni Celsjusza, wstawiłem.

Kiedy z piekarnika wyjąłem, pokroiłem, na talerze zaserwowałem, kęs pierwszy urwałem, łykiem Crna zapiłem, to sobie na moment odleciałem. Braterstwo molekuł, zrobiło ze zwykłego dania i zwykłego wina, kombinację, obok której obojętnie przejść nie sposób.

Ciąg dalszy nastąpi…

* oglądając Formułę Uno w TV rzecz jasna, żart.
** co to z nalewki żmudzkiej zostały, a przez wędzenie z dębiną kompatybilności nabrały.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz