sobota, 30 marca 2013

Chorwacja: Zlew

zlew

O winach z “Salonu Win Chorwackich” notka numer dwa*. Dziś na tapecie dwa wina białe, Chardonnay od Rossiego i Meandar od Portusa. A że notka druga, wina dwa, to i ocena będzie dwuczłonowa, krótka i treściwa przed kliknięciem, wnikliwa po kliknięciu.

Krótko i treściwie, ocena brzmi następująco: dwa razy zlew, szkoda czasu i kubków smakowych. Mogliście się spodziewać, nieprawdaż? Parę wskazówek już na samym początku notki znaleźć można było. Tym, którzy się zastanawiali czy kupić, czy nie, już dziękuję, wiecie wszystko co trzeba. Wnikliwych zapraszam dalej.

Zgłębianie szczegółów zacznę od gorszego wina z opisywanej dwójki. Producent Rossi, białe wino wytrawne, to ważny punkt, ze szczepu chardonnay. Rocznik 2011, woltaż abstrakcyjny 14,7%. Wzrok: tutaj standard, słomkowe, błyszczące, jest okay. Nos: sztuczna landrynka i aromat identycznych z naturalnym. Dalej stęchły owoc, marketowością słychać na kilometr, a retronosowo szczypie alkoholem. Auć. Usta: na start słaba kwaskowatość i goryczka. Dalej słodkawy ulep i palący alkohol, doznania wystarczająco silne by cztery kwarty wykręcić, choć owocu brak. Na języku mdłe wspomnienie zostaje.**

Podsumowując chardonnay od Rossiego. Landrynkowy aromat, wypisz wmaluj plastik-fantastik odrzuca już na start. A wszelkie myśli o daniu temu winu szansy rozwiewa piętnastoprocentowy woltażu, który marketowego cienkusza, czyni cienkuszem niepijalnym. I tyle.

Drugie wino to bardziej złożony przypadek porażki. Producent Portus, białe wino półwytrawne - Meandar, kupaż szczepów grasevina, chardonnay i riesling. Rocznik 2011, woltaż rozsądny 12,4%. Wzrok: jasnozłote, błyszczące, jest okay. Nos: silnie od natlenienia zależy. Zaraz po otwarciu było dobrze, ciekawie wręcz. Owocowo (brzoskwinia, ananas), esencjonalnie (miód) i nietuzinkowo (biały pieprz). Kilka godzin później było już marketowo, od A do Z, szkoda. Usta: stałe w wyrazie, a właściwie jego braku. Proste, lekkie, krótkie. Kwaskowatość niska, owocu nie znalazłem, cukru resztkowego sporo, choć tu broni Meandara deklaracja półwytrawności. Wspomnienie na języku, jak wyżej, mdłe.

Podsumowując Meandar. Problemem tego wina nie jest nadmiar bodźców, choćby wadliwych, problemem jest ich brak. Zaryzykowałbym twierdzenie, że bliżej mu do lemoniady, do której ktoś zapomniał dodać cytryny, niż do wina. Szkoda czasu.

Kolejne dwa wina chorwackie ocenione, zostały trzy. W następnych notkach będzie lepiej, obiecuję.

* wszystkie notki znajdziecie pod tagiem “crw2013”.
** jakbyście się zastanawiali, korek w tym winie nie zawinił.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz