czwartek, 25 kwietnia 2013

200/100

e-iss

Aksjomat winny nr 1 – “Każda reguła ma swój wyjątek”

Dwusetna notka, moment w życiu bloga, który uczcić warto. Od przemówień okolicznościowych się powstrzymam, od akademii ku czci także, ale wina nietuzinkowego sobie nie odmówię. Zatem czas odszpuntować È ISS z Kampanii, Italia. Owoc winogron zrodzonych przez ponad stuletnie krzewy winne. Krzewy, które zasadzono nim plaga filoksery spustoszyła europejskie winnice, a wojna secesyjna wstrząsnęła Ameryką Północną.

Szczegóły techniczne. Czerwone wino wytrawne È ISS z winnicy Tenuta San Francesco. Szczep tintore, endemiczny, wszystkiego kilkanaście hektarów krzewów winnych na wybrzeżu Amalfi. Krzewów, które jak wspomniałem pierwszą połowę XIX wieku pamiętają, a wyglądem bliżej im do przerośniętego bonsai niż winnego krzaczka. Rocznik trunku - 2009, woltaż przyzwoity - 13,5%, klasyfikacja - IGT Campania. Czas korek odszpuntować, kielich napełnić, purpurą zakręcić. Wzrok: purpura, ciemnoczerwona, błyszcząca i klarowna. Klasa i kilogramy żywotności. Nos: aromat owocowy (maliny, jeżyny), bukiet wielowarstwowy (dym, skóra, miód, goździki, atrament). Gęsto, intensywnie, przejmująco. Gdyby woltaż dobijał do 15% nie byłoby się czemu dziwić, cuda nowoczesnej techniki winiarskiej i tyle. Przy 13,5% klasa, po raz drugi. Usta: kwaskowate (średni), garbnikowe (wysoki minus), owocowe na sucho, bez ściemy słodkości cukru resztkowego. Przejmujące, wysuszające i strzykające soczystością jednocześnie. Wino w dotyku gładkie, a garbnikowe jest, ciekawostka. Długością cztery kwarty i jeszcze cztery kolejne.

Podsumowując. “Prephilloxera” na etykiecie, na pierwszy rzut oka, może sprawiać wrażenie przerostu formy nad treścią. Koniec końców nie ma to jak znaleźć chwytliwe hasło, które obroni nawet największego cienkusza. Bo cóż z tego, że cienkusz, skoro z krzewów stuletnich. Szczęśliwie w świecie pełnym kolorowych sloganów i pustych haseł nadal można trafić na rzeczy prawdziwe w cenie rozsądnej.

È ISS taką rzeczą, takim winem, jest. Winem kompletnym, winem urzekającym od początku do końca. Winem, które można sparować z jedzeniem, ale które lepiej smakować solo. Bo rzeczy kompletnych uzupełniać nie warto. Warto się przy nich zatrzymać, na moment, by pełen obraz zobaczyć.

Wystarczy, dwusetną notkę i kolejne któreś tam puszczenie się kredensu w chwili winnej ekscytacji można uznać za odhaczone. Najbliższe zaś tygodnie i notki zapowiadają się interesująco. Będą zmiany wszelakie, będzie konkurs z osprzętem winnym do wygrania, będzie patronat medialny. Słowem, będzie się działo. Ale o tym zacznę od notki dwieście i pierwszej opowiadać. Tymczasem wracając do dzisiejszego wina. È ISS, polecam, bardzo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz