niedziela, 7 kwietnia 2013

Lidl: Wspomnień czar

lidl_wino_cdp

Lidl przesłał mi kartonik, trzy sztuki wina do oceny się w nim znalazły. Będzie po kolei, zaczynając od wina najlżejszego, najdroższego i o najtrudniejszej do wymówienia nazwie. Czyli od Châteauneuf-du-Pape, które złotych pięćdziesiąt, bez grosza, kosztuje. Zanim jednak rozłożę je na czynniki pierwsze, dygresja krótka.

Châteauneuf-du-Pape, ta nazwa przez dłuższy czas rozpalała moją wyobraźnię. Czemu? Ponad dekadę temu usłyszałem w telewizji (wtedy jeszcze oglądałem telewizję), że najlepsze wino świata to Châteauneuf-du-Pape. W pamięci mi to utkwiło, stwierdziłem, że jak na nie trafię, to trzeba kupić i się podelektować. Zresztą, z czego dzisiaj się śmieję, wtedy byłem przekonany, że Châteauneuf-du-Pape to nazwa jednego, konkretnego wina, a nie całej rodziny win, od wielu producentów. O słodka ignorancjo.

Wracając do wątku fabularnego. Parę miesięcy później w Makro, wówczas moim preferowanym dostawcy alkoholi wszelakich, pojawiło się Châteauneuf-du-Pape. W skrzyneczce drewnianej, trocinami wypełnionej, za folijką, w cenie obłędnej i nieosiągalnej, złotych stu dwudziestu bodajże. Cenie, którą razy dwa pomnożyć trzeba było, bo jedynie zestaw podwójny kupić było można. Zastanowiłem się, kasę przeliczyłem, nie kupiłem. W tamtych czasach mój target wyznaczały wina “do trzech dych”.

Jednak ta historia nie zakończyła się wtedy, lecz rok temu niecały. Jak to? Zapytacie. Otóż, na kolejne butelki tego Châteauneuf-du-Pape trafiałem w Makro przez ponad dziesięć lat. Kilka razy zastanawiałem się, a może by jednak kupić i spróbować. Aż wreszcie rok temu, mając już internet w komórce, znów na nie trafiłem. Tym razem wbiłem nazwę producenta w wyszukiwarkę. I wyszło mi, że skórka nie warta wyprawki. Koniec.*

Wystarczy dygresji i łzawych historii, czas przejść do wina.

Szczegóły techniczne. Czerwone wino francuskie wytrawne Châteauneuf-du-Pape pod którym podpisują się Cellier Saint Jean – czyli piwnice Saint Jean. Jak ciąg dalszy etykiety wskazuje z miasteczka Saint-Jean-d'Ardières. Odnośnie samego cru Châteauneuf-du-Pape słów parę. Jak już w przydługim wstępie wyjaśniliśmy sobie, nie jest to jedno wino od jednego producenta. Wprost odwrotnie. Jest to wino, które może zawierać w sobie do 13 odmian winogron.** Odmian wszystkich nie będę wymieniał, odsyłam do źródeł. Jednak ciekawą jest odpowiedź na pytanie, czym różni się tanie Châteauneuf-du-Pape, takie jak to, od swojego imiennika kosztującego cztery, lub więcej razy tyle. Otóż, różni się udziałem najlepszych odmian (grenache, mourvèdre, cinsault i syrah) w całości. W tanim będzie to 20% ogółu, reszta wypełniacze, w tym droższym nawet 90% ogółu, zostawiając niewiele miejsca dla wypełniaczy. Reszta technikaliów, rocznik 2011, woltaż znaczny, 14%. Odszpuntować butelkę czas. Wzrok: klarowne i błyszczące, kolor wiśniowy, średnioczerwone. Nie ma się do czego przyczepić. Nos: aromat owocowy, słodki (dojrzała truskawka poziomka). Bukiet też się znajdzie, guma Mamba, anyż. Powidoki alkoholu na obrzeżach, da się z nimi żyć. Usta: prosta kwaskowatość (średni minus, niedojrzała poziomka). Lekko z nutą waniliowej słodyczy, goryczka w tle (niski). Wino w dotyku szczypiące, na języku cytryną słychać, wybrzmiewa w trzy kwarty, nie więcej.

Podsumowując. Najlepsze wino świata to niestety nie jest. Jednak w porównaniu do innych Châteauneuf-du-Pape, w podobnej lub wyższej nieco cenie, które mnie raz i drugi trafiły, nie jest źle. Przede wszystkim nie zabija woltażem i odorami alkoholu, a to w klasie ekonomicznej CdP mnie prześladowało dotychczas. Jest natomiast prostym i lekkim winem, kwaskowatym i soczystym nawet, do jedzenia jak znalazł. Ile z ekstraklasą gatunku ma wspólnego nie powiem, bo ekstraklasy pić mi się nie zdarzyło. Mogę natomiast stwierdzić, że dla zaszachowania gości znaną etykietą kupić można, dla przyjemności własnej nie, lepsze i tańsze wybory się znajdą, także w Lidlu.

* w stronę zachodzącego słońca on odjechał, a ona (butelka, w drewienku, za folijką) na ganku została.
** ta i pozostałe informacje za nieocenionym panem Zraly i jego książką.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz