środa, 15 maja 2013

Wino: Włoska siódemka

bellosguardo-wina

Miesiąc temu zdarzyło mi się być na degustacji zestawu siedmiu win włoskich. Producent Cantine Bellosguardo, region Toskania, importer i organizator Vinoarte, grupa docelowa HoReCa. Wrażenia? O tym po kliknięciu.

Na start białe stołowe, szczepami malwazja i ansonica. Nos: słaby, landrynką słychać na obrzeżach. Usta: pierne, wybrzmiewają dość długo. Tylko tyle i aż tyle. Przykrości nie było, ale też zapomniałem o nim już przy winie kolejnym.

Numer dwa, Orvietto, czyli szczepami: trebbiano, verdello, malwazja, grechetto. Nos: pierny, mineralny, jeśli to możliwe. Usta: mocne, szorstkie, gorzkie migdałami. Jest struktura, jest więcej i silniej. Na plus.

Trójka to szczep internacjonalny – chardonnay i lokalny – ansonica. Nos: nie zaistniał, jeszcze orvietto wspominałem. Usta: gładkie, coraz gładsze. Owoce tropikalne na kwaskowatości podane. Długo wybrzmiewają soczystą kwaskowatością. Ogółem podobnie jak przy pierwszym, przykrości nie ma, ale i zapamiętać na dłużej trudno.

Po trzech białych przyszedł czas na różowe, szczep sangiovese. Zatem zacznę od wzroku, bo wygląd to nierzadko win różowych broń najmocniejsza, jeśli nie jedyna. Tutaj blady róż, ciężko się w nim zakochać, a nawet na dłużej zapamiętać. Nos: słaby, koniec i kropka. usta: mdłe, kwaskowatość późno i na obrzeżach. Podsumowując. Z czwórki opisanej najsłabiej, nie tyle tego wina nie ma, co wręcz przykrym być potrafi.

Przechodząc do czerwonych, na start stołowe, kupaż nieokreślony. Wzrok: jasnoczerwone intensywnością, fioletowe kolorem. Nos: szorstki, młody. Usta: się powtórzę – szorstkie i młode. Notatkom wierząc, czereśnie i cała reszta, której bym nie chciał. W słońcu Toskanii, z plastikowego kubeczka do lampredotto, być może. W chłodzie Pomorza nie do końca. Zostały dwa.

Numer sześć, Rosso Toscano IGT, kupaż sangiovese i canaiolo, dopieszczane najpierw w stali, a później w dużych dębowych beczkach. Zanim o tym winie, dwa zdania o rosso toscano ogólnie. Ponieważ jest to IGT, zatem winiarz jest ograniczony wyłącznie pochodzeniem winogron, muszą być z regionu. W zakresie winifikacji ma dowolność. Efekt? Potrafią te wina zaskoczyć in plus bardzo, a w tańszym segmencie są lepszym wyborem niż chianti. Według mnie rzecz jasna. Wzrok: ciemnoczerwone. Nos: czarna porzeczka, wanilia, drewno. Usta: czarna porzeczka, kwaskowatość (średni minus), garbniki winogron (średni) i dębu (niski). W dotyku szorstkawe. Ogółem bogate, mocno zbudowane, internacjonalne. Biorąc pod uwagę, że o dębinę zaledwie się ociera, zaskakująco mocno ją oddaje. Do mięsiwa w tygodniu pasuje jak ulał, zatem na plus.

Na koniec  Chianti DOCG, kupaż sangiovese et consortes, w tym merlota bądź syraha, zależy jak wyjdzie. Wzrok: klasycznie średnioczerwone. Nos: owoce leśne, fiołki, dym, drewno. Usta: owoce leśne łamane przez goździki, garbniki winogron (średni) i dębiny (średni minus), kwaskowatość (średni). Zatem wszystko na miejscu, a stylem nowocześnie, czytaj ciężej niż lżej, okrągło nie kanciaście. Na plus, choć fanfar nie będzie.

Podsumowując szczęśliwą siódemkę, plusów dodatnich więcej niż plusów ujemnych naliczyłem. Z trzech białych Orvietto urzekło mnie, choć większość za numerem jeden optowała. Cóż począć, miłośnicy win półsłodkich są w większości. Różowe, jakby na to nie patrzeć, okazało się najsłabszym punktem wieczoru. A z trzech czerwonych mi Rosso Toscano do gustu przypadło najbardziej, chianti zbyt nowoczesne było. Natomiast większość, o dziwo, młodego cienkusza stołowego wychwalała, smakiem czereśni się zachwycając. Cóż począć, czas się pogodzić z faktem, że mój smak chodzi własnymi drogami.

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

Panie Konradzie, ma Pan rację pisząc że "mój smak chodzi własnymi drogami". Myślę, że wynika to z tego, iż Pan degustuje dla Siebie, natomiast "większość" oceniała wina pod kontem handlowym. Ważne dla mnie i być może innych uczestników degustacji było to czy te wina znajdą odbiorców i za jaką cenę będę mógł je sprzedać. Nie wiem, czy Pan to zauważył, ale ta "większość" to byli restauratorzy i moja skromna osoba związana z handlem. Jeśli "młodego cienkusza stołowego wychwalała" to dlatego, że przy cenie detalicznej 19,18 może trafić do odbiorców dla których Carlo Rossi jest winem, które najczęściej kupują. Już niedługo, bo w dniach 21 - 23 czerwca w Gdyni podczas kiermaszu "WINA I SERY" wina importowane przez Vino Arte, będą poddane ocenie przez najważniejszego jurora: klienta. Jeśli znajdzie Pan czas zapraszam na nasze stoiska.
Witold Makowski "oliwa i wino"

Konrad Jagodziński pisze...

Panie Witoldzie, w rozmowie po degustacji moja ocena nie wydawała się Panu "dla Siebie", a tu się Pan na "młodego cienkusza" oburza. Jak napisałem "plusów dodatnich więcej niż plusów ujemnych naliczyłem" i tego bym się trzymał. W swoich kategoriach cenowych wina te zapewne się obronią i tyle.

Natomiast jeśli odwoływać by się do gustów masowych, to obawiam się, że Pana "młody cienkusz" przegrywa przez nokaut z lidlowym pinotagem. Nie dlatego, że ten ostatni jest lepszy, ale jest tańszy i dobrze klientowi znany, choć dla mnie nie do przejścia. Zatem, czy warto iść tą drogą?

Pozdrowienia z Portugali, gdzie za dziewiętnaście złotych plusów dodatnich jakby więcej, nawet degustując "dla Siebie".

Anonimowy pisze...

Dziękuję za pozdrowienia z Portugali i życzę Panu wszystkiego zielonego ... ups! przepraszam, wszystkiego smacznego.
Witold Makowski "oliwa i wino"

Prześlij komentarz