czwartek, 22 sierpnia 2013

Portugalia: Witajcie w raju!

01

Spędziliśmy w Quinta de la Rosa pięć dni i sześć nocy, bo tak wynikało z marszruty. I może dobrze, że tylko tyle, bo jeszcze dzień, czy dwa i byśmy tam zostali na zawsze. Koniec końców, kto dobrowolnie opuszcza raj?

02

Pinhão o zachodzie słońca otwierało tę notkę, czas na Pinhão o poranku, fotka z balkonu.

03

Rzeka Douro, fotka z tarasu, gdzie śniadaliśmy . Światłocień i szaleństwo aromatów, zarówno na talerzu jak i w powietrzu.

04

Siność poranka płynnie przechodziła w oślepiający blask dnia. Temperatura nie obezwładniała, niecałe trzydzieści stopni. Słońce wiszące centralnie nad głową już tak.

05

Wtedy warto było odwiedzić piwniczkę. Na zdjęciu zapas win czerwonych wytrawnych. Jeszcze dwadzieścia lat temu stanowiły 10% produkcji winnicy, teraz produkuje się ich dziesięć razy więcej niż porto.

06

Przynajmniej dwa razy dziennie, w drodze do i z Pinhão, 10 minut spokojnym marszem z wózkiem i energetycznym prawie-dwulatkiem, mijaliśmy rustykalną bramę do oliwnej winnicy.

07

Płynąc łodzią w górę rzeki też to widzieliśmy. Gdzie winorośl nie daje rady, tam oliwki posyła, albo odwrotnie.

08

Różnice wysokości wydają się niewielkie, ale winogrona tuż przy rzece można zbierać prawie miesiąc wcześniej niż te u szczytu.

09

Pocztówka jakich w dolinie Douro wiele, czymże by była bez chmur w tle.

10

Chmury bywały też burzowe, choć robiący te zdjęcia zauważył to dopiero przy selekcji, już w domu. Czy wspominałem, że słońce oślepiało i obezwładniało.

11

Czasem wypłaszone fragmenty wzgórz to kiepska gleba pod winorośla, dlatego zostawia się ją jako nieużytek. Prawdziwe porto wymaga prawdziwie pionowych zboczy.

12

Most po którym wjeżdża się do Pinhão samochodem.

13

I te, po których wjeżdża się pociągiem (prawy) i przychodzi spacerkiem z pobliskich winnic (lewy).

14

Winnice zdają się zajmować każdy możliwy spłachetek ziemi w okolicy rzeki Douro.

15

Gleba nieurodzajna, właściwie to skruszona skała, tłuczeń łupkowy, poezja dla winiarzy. Mnie zaś nurtuje pytanie, dlaczego nie uprawiają tu masowo caberneta? Odpowiedź, bo mają tourigę.

16

Wspominałem o winoroślach na każdym spłachetku ziemi? Przydomowe ogródki też zostały przez nie zaanektowane.

17

Swego czasu rzeka Douro nie była żeglowna. Przyszedł człowiek i to naprawił, a może zepsuł. Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta.

18

Błękit rzeki, zieleń winnic i krętość asfaltu. Choć tych naprawdę krętych odcinków na megapikselach nie mam, byłem zajęty walką o przeżycie podczas mijanek z dostawczakiem zjeżdżającym z góry. Ot, taki lokalny folklor.

19

Tarasy, ręczna, ciężka robota i to wszechobecne słońce, ach jakże miejscowym zazdroszczę.

20

A w loszku internacjonalnego giganta, Sandeman, zapas porto na wszystkie siedem żyć kota.

21

Może i Sandeman jest internacjonaly, komercyjny i ogólnie fuj, ale zrobić show to potrafi. Jak to miejscowi mówią, u nas zobaczysz jak porto robi się w sposób tradycyjny, a w Sandemanie będziesz miał Hollywood. Trafiają w punkt.

22

Pinhão widziane z winnicy Sandemana. Był taki Bond i taki widok, można by tą linijkę tu podstawić.

23

Quinta de la Rosa jest rodzinna i tradycyjna, Sandeman jest internacjonalny i komercyjny, jest też królewska Real Companhia Velha, winnica cudnie nad rzeką położona.

24

Tym samym, z cudnym na rzekę widokiem.

25

Obezwładniająca aromatami. Krzewy i zioła aromatyczne sadzi się w niej na obrzeżach spłachetków pełnych winorośli. Efekt oszałamia, obezwładnia i urzeka.

Podsumowując. Spokój, słońce, aromaty. Przyjaźni ludzie, wyborna kuchnia i zacne wina. Jeśli szukacie miejsca gdzie czas staje w miejscu, gdzie liczy się tylko tu i teraz, gdzie możecie się zgubić, choć na dzień, dwa, pięć, to w Pinhão je znajdziecie. Tylko nie zatrzymujcie się tam zbyt długo, bo możecie zostać na zawsze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz