niedziela, 15 września 2013

Piwo: Dearg Diabhal

szkockie-wrzosy
[W roli wrzosowiska irlandzkiego, wrzosowisko szkockie, sierpień 2008]

Kolega M. poszedł w browarnictwo domowe. Obejrzał browarniczego porno odcinki wszystkie, naczytał się o słodach, chmielach i innych takich, i wziął się do roboty. Co tam dokładnie robił, dziś wam nie powiem, temat mi dalszym niż bliższym jest. Choć pomysł na notkę: “Browarnik domowy przy pracy” jest, może się w październiku zmaterializuje. Nie ważne jednak co robił, ważne co z tego wyszło. A wyszło buteleczek kilkadziesiąt piwa jednego, kilkadziesiąt piwa drugiego. Wyszło pod koniec czerwca, ale z ich odszpuntowywaniem trzeba było aż do sierpnia poczekać. Sierpień zaś zleciał szybko i piszący te słowa załapał się na degustację pewnej wrześniowej soboty dopiero.

dearg-diabhal

Z racji kolegi M. nazwiska, stuprocentowo irlandzkiego, nie dziwi zatem, że na temat pierwszego warzenia wybrał piwo gatunku Irish Red Ale. Jeśli chcielibyście chwycić punkt odniesienia, to piwo Kilkenny  takowym jest. Wstępu wystarczy, przedstawiam Dearg Diabhal z jednogarncowego* browaru domowego O’Cearnaigh. Gatunek Irish Red Ale, ekstrakt 12%, woltaż 5,7%, goryczka 17 GPh/L. Piwo domowe górnej fermentacji, niepasteryzowane i niefiltrowane, refermentowane w butelce. Data warzenia 29.06.2013, najlepiej spożyć od 04.08.2013.

Piana: początkowa, na dwa palce, spokojnie opadła do paru milimetrów i utrzymywała się długo, wręcz do samego końca kufla. Kolorem biało-beżowa. Kolor: ciemny miedziany, jak dla mnie zbliżony do Kilkenny, którego barwę pieszczotliwie określam jako “rdzawą wodę z bagien”. Nos: karmel i kawa. Delikatny i czysty, na mój winny nos przynajmniej. Także po dojściu do temperatury pokojowej, celebrowaliśmy to piwo dość długo, niepożądane odory się nie ujawniły. Usta: kawa i suchość, bez wodnistości. Czyli wytrawność (średni plus), goryczka(średni).

Podsumowując. Subiektywnie, Deargh Diabhal smakuje mi. Smakuje mi do tego stopnia, że jakbym go z półki sklepowej kupił za 7 zł, przyciągnięty fantazyjną etykietą, to po jego wypiciu uznałbym te 7 zł za dobrze wydane pieniądze. Obiektywnie nie podsumuję, bo jak mi kolega M. puścił browarnicze porno dotyczące oceny piwa, to wymiękłem gdzieś w okolicach skali kolorystycznej. Brak mi też wystarczającej bazy porównawczej. Pijam piwa i od Pinty, i z Ale Browar, ale bez rozkładania ich na czynniki pierwsze. Subiektywnie Deargh Diabhal staje z tymi piwami jak równy z równym. Wystarczy, bo będzie, że puściłem się kredensu, a to tylko jedno piwko było.

irish-red-ale

Na koniec notki refleksja natury ogólnej. Jak kolega M. robił “wina” domowe, to żeśmy je pili, choć czasem mocnych doznań dostarczały. Ale nawet te najlepsze były tylko wariacją na temat, a nie prawdziwym winem. Natomiast jak kolega M. zrobił piwo, jedno, drugie, to nie smakują one dlatego bo “tymi ręcami” robione, ale dlatego bo tym sklepowym, rzemieślniczym pola dotrzymać potrafią. I to jest fajne.

* ale cóż to za garniec jest, to jest ojciec wszystkich garnców emaliowanych

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz