środa, 30 października 2013

Portugalia: Krawędź kontynentu

Po idyllicznym Pinhão zawitaliśmy nad ocean, tak na dwa dni, co by się nim nasycić. I rzeczywiście, czterdzieści osiem godzin wystarczyło aby w pełni nasycić się oceanem. Czterdzieści osiem godzin przesiąkania ogłuszającym rykiem fal rozbijających się na skalistej krawędzi kontynentu. A to była co najwyżej siódemka pana Beauforta. Zestawiony z Bałtykiem, Atlantyk zaprezentował się niczym silnik turboodrzutowy przy odkurzaczu. Bez uciekania się do tanich sztuczek w stylu huraganowego wiatru z deszczem i gradobiciem.

Zapraszam do fotorelacji.

hotel-i-klif

Jak się przypatrzycie to zobaczycie na klifie biały budynek hotelu Casal St. Virginia, naszej miejscówki z najlepszym widokiem z możliwych. W pakiecie, ryk łamanych fal i słona wilgoć powietrza w pokojach, zapewniające pełne, oceaniczne zanurzenie. Właściciel Rosjanin, obsługa Rosjanie, goście z Odessy, trzeba było odkurzyć swój rosyjski z podstawówki.

sloneczny-klif

Jak wspomniałem, huraganowego wiatru, deszczu i gradobicia nie było. Było słońce, przynajmniej przez większość czasu i rozpędzone fale. Był także, a może przede wszystkim ich łoskot, kiedy hamowały na skałach. W tle latarnia na Cabo da Roca.

sloneczne-skaly

Spokój i słoneczność tej scenki dziś mnie zaskakują. Robiąc zdjęcie miałem zgoła odmienne odczucia, był huk, dynamizm i sztorm. Chyba się powtarzam

zielony-klif

Ten sam ocean, inna perspektywa.

zielen-klifu-w-sloncu

I jeszcze łamiące się fale z artystyczną flarą.

W miasteczku była całkiem zacna plaża. Gdyby nie łoskot fal można by wręcz pomyśleć o kąpielach słonecznych. A tak zostało odwiedzanie knajpek. Właściwie to jednej knajpki, ale parę razy. Restauracja Oceano w Azenhas do Mar wartą grzechu jest, po wielokroć.

czerwona-latarnia

Najzachodniejszy kraniec kontynentu, czyli Cabo da Roca, wygląda tak. Zauważyliście czerwoną kopułę latarni?

zielona-dolina

I tak, w zbliżeniu na florę.

drzewo-wichrow

Zaś rozbijający się o niego ocean wygląda tak. Ścieżek prowadzących w różne ciekawe miejsca jest na Cabo da Roca sporo. Warto sobie zarezerwować parę godzin na zwiedzanie.

kipiel

Drugiego dnia woda jakby zgęstniała. Skojarzenia z rozbryzgującą się farbą są jak najbardziej na miejscu, dobrze oddają postrzeganą gęstość wody w tym czasie i miejscu. Jednak na szum, łoskot, ryk, nie wpłynęło to kojąco, wręcz przeciwnie.

Jeśli wydaje się wam, że ta fotografia przedstawia siłę natury, to macie rację, choć jednocześnie jesteście w błędzie. To jedna z tych fotek, których nie sposób oglądać inaczej niż na sporych rozmiarów wydruku. Bo tu nie chodzi o fale, o zadymkę, zawiejkę, skalistą krawędź kontynentu i latarnię na Cabo da Roca. To wszystko jest tylko tłem, tłem love story dziejącego się w lewym dolnym rogu.

wedkarze-ekstremalni

Miłość, miłością ale świeżą rybkę by się zjadło. Panowie wędkarze nie robili sobie wiele z fal, które potrafiły rozbryzgiwać się na wysokości ich oczu.

zielony-zamek

Jak się już szumem oceanu nasyciliśmy, aż po skraj choroby morskiej, to pojechaliśmy zwiedzać Sintrę. Dokładniej zaś pałac w ogrodzie, pałac na górze i zamek. Pałac w ogrodzie (Montserrate) zobaczyć warto, ogród tym bardziej. Mury zamku (Castelo dos Mauros) obejść również warto, widoki są zacne, zdjęcie powyższe świadkiem. Natomiast pałac na górze (Palacio da Pena) zawiódł nas. Na zdjęciach wygląda ciekawiej, znacznie ciekawiej.

A dalej była Lizbona, słońce i całkiem ciekawe knajpki. Jednak o tym w następnym odcinku.

sztorm

1 komentarz:

blurppp pisze...

Kapitalne zdjęcia

Prześlij komentarz