środa, 13 listopada 2013

Wino: Włoski Australijczyk

sunset_cecina

Zakupy w Makro robię sporadycznie. Jednak jak już tam dotrę to zaglądam na stoisko z winami. W tym do chłodziarki, wybór win “dla koneserów” ma się rozumieć. Różnie z tym bywa, niemniej okazje się zdarzają. Tak było i ostatnim razem, kiedy zobaczyłem wino Opera N.3 przecenione na 69 złotych. Wino, które moją uwagę zwróciło już wcześniej. Niezwyczajnie masywną butelką, półtora kilograma szkła, i lekko kiczowatą etykietą z flagą włoską poniżej. W Europie Zachodniej wyceniane jest na trzydzieści parę €, w polskich sklepach nawet powyżej dwustu złotych. Za drogo żebym się skusił na wino będące kupażem szczepów z północy i południa Italii, czyli eksperymentem. Ale siedem dych mogłem odżałować.

Przechodząc do szczegółów technicznych. Włoskie wino czerwone Vinum Italicum Opera N.3 od Tinazziego, klasyfikowane jako VDT, czyli wino stołowe. Powód klasyfikacji jest jeden, wspomniany szalony kupaż północno-południowy, nie przystający do żadnego wzorca regionalnego. Szczegóły kupażu: 40% corvina (Wenecja Euganejska), 30% primitivo di Manduria (Apulia), 30% nero d’Avola di Sicilia (Sycylia). Corvina daje aromat, primitivo buduje ciało, nero d’Avola zapewnia barwę. Woltaż obłędny – 15%, rocznik 2005, znaczy się czas butelkę odszpuntować.

Wzrok: błyszczące choć nieprzejrzyste, intensywnością barwy średnioczerwone, kolorem purpurowe. Nos: schizofreniczny, z jednej strony ciężki owocem, dżemowaty, z drugiej rześki, soczysty. Aromatycznie maliny na pierwszym planie, z całą listą innych czerwonych owoców w tle. Bukiet czekoladowy. Przez woltaż powidoków alkoholu uniknąć nie sposób, z czasem zaczynają kręcić w nosie. Intensywność owoców skutecznie równoważy woltaż. Jakby już porównywać, to porto vintage na myśl przychodzi. Usta: smakowo na start gorzka czekolada, tak 70% w górę. Odczuciem, solidna porcja kwaskowatości (poziom średni), owocowej i soczystej. W kolejnym rzucie garbniki winogron (średni minus), dębiny praktycznie niewyczuwalne, dopełniają paletę. Wino w dotyku gładkie, na długość cztery kwarty i kawałek.

Podsumowując. Zdarzyło mi się oceniać australijskiego Włocha na blogu. Kiedy postawiłem ostatnią kropkę w opisie dzisiejszego wina pomyślałem, że właśnie trafiłem na włoskiego Australijczyka. Cóż z tego, że Opera N.3 jest kupażem szczepów włoskich, cóż z tego, że winogrona dojrzewały pod włoskim słońcem. Duszą to wino jest na wskroś australijskie, ciężkie, aromatyczne, czekoladowe. W tym dobrym tego słowa znaczeniu. Bez oszukańczej słodyczy, z wystarczającą kwaskowatością by nie być kompotem. Ale bliżej mu do shiraza z krainy Kangurów niż jakiegokolwiek pobratymca z Półwyspu Apenińskiego. Taka ciekawostka, na długie sztormowe wieczory, w tej cenie, czemu nie. To ja wezmę jeszcze trzy, jeśli wolno.

Fotka: zachód słońca na plaży w Cecina di Mare, supertoskany Bolgheri tuż za rogiem, 2012 rok.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz