czwartek, 12 grudnia 2013

Lizbona: Dwie knajpki i lotniskowiec

tramwaj-i-czlowiek

Czas zakończyć portugalskie wspominki. Ostatnia garść zdjęć dziś, dwie ciekawe knajpki lizbońskie i amerykański cud techniki na koniec. Zacznę od knajpek – rybnej i burgerowej.

lizbona-oceanarium

Do knajpki rybnej trafiliśmy przez przypadek, szukając w okolicy miejsca, gdzie można by zjeść ośmiornicę. “Aqui há peixe”, na Rua da Trindade, z zewnątrz wygląda skromniutko. Ale to tylko pozory. Obsługa jest przemiła i zaradna. Kelner zapytany o grillowaną ośmiornicę, której nie było w karcie, stwierdził że nie ma problemu. Podadzą, sprawdzi tylko czy szef kuchni nie zużył całej do sałatek. Jak powiedział tak zrobił i kilkanaście minut później delektowaliśmy się nią. Była wyśmienita, a z aromatycznie owocowym vinho verde, w punkt zgodnym z opisem kelnera, nawet jeszcze wyśmienitsza.

Dzień później wpadliśmy wieczorem na cataplanę, a młody na ziemniaki.* O ile zamówienie cataplany trwało moment, to kelner dłuższą chwilę badał preferencje kulinarne naszego dwulatka, żeby trafić sposobem podania ziemniaków w punkt. Nawiasem mówiąc, udało się. Drugie vinho verde, tym razem idące w mineralność, też nie zawiodło.

Zdarzyło nam się przy okazji zobaczyć popisowy numer miejscowego szefa kuchni, niejakiego Miguela Reino. Zaczęło się od sytuacji przy stoliku obok. Pewien Amerykanin nie chciał uwierzyć, że prezentowany mu spory kawałek ryby to zaledwie część znacznie większego dorsza. Chwilę później miał przed sobą imć Miguela trzymającego w lewej ręce półtorametrowy dowód, że dorsz atlantycki to całkiem spora ryba.

Podsumowując. Po rybce w “Aqui há peixe" będziecie zadowoleni. Polecam.

tramwaj

Na przeciwko wspomnianej knajpki rybnej znaleźliśmy idealną knajpkę na lunch. W miejscu niegdysiejszego MacDonalda zadomowiła się sieciówka z wyższej półki, czyli “h3 – new hamburgology”. Sieciówka specjalizująca się w burgerach podawanych saute lub z sosami. Co ważne, bez bułek, sałatek i całej zbędnej rzeszy dodatków ukrywających smak zacnego mięsa.** Przetestowaliśmy menu raz i drugi, i cóż mogę powiedzieć. Warto by mieć coś takiego w Trójmieście. Średnio krwisty hamburger, podany na białym porcelanowym talerzu, udekorowany jajkiem po benedyktyńsku, bez buły i sałaty, ale za to skropiony sosem piri-piri z whisky, nie ma sobie równych.

dwa-tramwaje

Bonusowo, jak już przy knajpkach lizbońskiego Górnego Miasta jestem. Na szybkie śniadanie nie ma lepszej miejscówki niż “A Padaria Portugesa” na Praça Luís de Camões. Bułka z serem i szynką plus dobra kawa, wszystko świeże i tanio. Na rozruch w sam raz.

droga-do-tagu

Wystarczy o knajpkach, czas na zdjęcia.

lift-up-the-sun

Winda “Santa Justa” zaprojektowana przez portugalskiego ucznia imć Eiffla.

kafelki-alfama

Kafelki w Alfamie, ściana numer jeden z wielu.

alfama-kafelki

Kafelki w Alfamie, ściana numer dwa z wielu.

panorama-lizbony

Panorama Lizbony z zamku.

rybacy-na-tagu

Rybacy na Tagu, w tle most “Vasco da Gama”.

odplyw-i-most

Odpływ w delcie Tagu.

lotniskowiec-i-most

Most “25 kwietnia”.

most-i-posag

Posąg JC po drugiej stronie rzeki, ufundowany w podzięce za ocalenie przed zniszczeniami II Wojny Światowej.

baszta-nad-tagiem

Wieża Belem, niegdyś chroniąca miasto od strony oceanu, dziś zabytek bez znaczenia militarnego. Szczególnie w sytuacji, gdy takie cuda techniki wojskowej jak poniżej stoją na redzie.

lotniskowiec

* przechodził akurat okres kulinarnej fascynacji kartoflami w każdej postaci.
** w menu jest jedna wersja z bułką i sałatą, ale szkoda na nią czasu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz