czwartek, 28 lutego 2013

Żabka: Siła ognia

brunello-zabka

Choć na degustacji winnej oferty Żabki nie byłem, butelczynę dostałem. Butelczynę z jednej strony niezgorszą, brunello di montalcino, nawet z aziendy konkretnej, a nie noname z szeroko rozumianego regionu.* Z drugiej strony w internetach, wedle stanu na dziś, zjechaną niemiłosiernie. Wieść gminna niesie, że pić toto trzeba parami. Pierwsza butelka jest do zapomnienia, niczym kawowy sink shot, a przy drugiej już smakuje. Jak większość win obsadzonych w roli drugich butelek.

Czy pisałem może niedawno, że życie blogera winnego jest piękne? Koloryzowałem, zdecydowanie. Przy takich butelkach to sobie uświadamiam. Lecz cóż zrobić, nie czas marudzić, czas temu koniowi w zęby zajrzeć, choć darowanym jest.

niedziela, 17 lutego 2013

Edynburg: Whisky, kłamstwa i edycje specjalne

drzewo-i-slonce

Byłem sobie na weekend w Edynburgu, u znajomych byłem i sprawdzić czy zamek dalej stoi byłem.* Przywożę zaś z Edynburga wieści dwie, dobrą i złą, klasycznie tak. Dobrą, że ceny whisky w Edynburgu i w Polsce wreszcie się zrównały, prawie. Złą, że to ceny edynburskie wyrównały do polskich, a nie odwrotnie. Jednak nie o cenach notka będzie, ceny są nudne. Notka będzie o tym, jak szkockie single malty są na najlepszej drodze do wyrównania swojego poziomu z dnem, czyli “Johnym Czerwoną Nalepką".

piątek, 8 lutego 2013

Wino: Styczniowy kartonik

Reklama
Na zdjęciu kieliszek z oferty Fabryki Form.

bonarda-croatina

Życie blogera winnego jest piękne, kropka. Cóż, warto rozwinąć tą myśl. Kiedyś piłem wina kupowane przez siebie, było fajnie. Później pojawiły się wina, których sam nie wybrałem, ale i sam za nie nie płaciłem. A dziś, ja wybieram, oni płacą. Czy już mówiłem że życie blogera winnego jest piękne? Tylko trzeba notkę z podsumowaniem napisać, oto ona.

wtorek, 5 lutego 2013

Wino: Białe wina, niebieskie trasy

chopok

Zdarzyło mi się być tego stycznia na Słowacji, na nartach. Że narciarz ze mnie niebywały, znaczy się dawno na nartach nie widziany, to o samych nartach dziś dużo nie będzie. Wystarczy tyle, że śnieg był, słońce było, a mgła, halny, deszcz i gołoledź też się trafiły. Zaś trasa numer 5 na Chopoku podoba mi się, natomiast numer 5a już nie za bardzo.

Kiedy we wspomnianym deszczu niektórzy, najtwardsi z wycieczki, uprawiali narty wodne na trasach czerwonych i czarnych, ja rozejrzałem się za lokalnymi winami, w lokalnym Tesco. Znalazłem ich tam całe cztery regały, dwa białych, dwa czerwonych. Pamiętając czerwone morawskie, pite w Pradze lat temu parę, zostałem przy winach białych. Tym bardziej, że zakupione wina chciałem przetestować na współtowarzyszach. Cenowo celowałem, jakże by inaczej, w środkową półkę, czyli między trzy a siedem euro.

sobota, 2 lutego 2013

Wino: ...i kalifornijski burgund

duckhorne-migration

Dzisiaj, kontynuując temat poprzedniej notki, obrazkowy opis wina numer dwa. Bohater, wino Migration od producenta Duckhorn, 100% pinot noir, beczka gdzieś po drodze, zatem prawie jak burgund.* Rocznik 2007, czyli jak na ten szczep, z tego regionu – Kalifornia, wino w idealnym wieku do picia.**

Czas na opis, znaczy się obrazek.