niedziela, 28 kwietnia 2013

Przepis na wino: Camembert na czerwono

camembert i wino

Notka dwieście pierwsza, ta od której coś się zmienia, coś się zaczyna. Zmiany widoczne, widać. Logotypu się blog dorobił, nagłówek się wziął i odświeżył, a w tle pojawiło się te ponad trzysta zdjęć z poprzednich notek dwustu. Są jednak i zmiany, których nie widać. Po pierwsze, tematyka bloga rozszerza się o winne kulinaria, o czym za chwilę. Po drugie, w zakresie kulinariów będzie mnie wspierać moja lepsza połowa, Kasia.

Wątek winnych kulinariów zaczyna dzisiejsza notka. Przypisany mu tag “WiP”, można interpretować jako “Wino i Potrawy”, ale też “Work in Progress”.* [Aktualizacja 08.08.2013 - work in progress, to work in progress i po przemyśleniu "Wino i Potrawy" zmienia się w "Przepis na wino".] Bo choć temat zaczęliśmy w grudniu zeszłego roku, przez pięć miesięcy doszliśmy do wersji, którą pokazać światu można, to zmian, nawet sporych, nie wykluczamy. Oświadczenie było, czas przejść do konkretów.

Łączenia win z potrawami trochę już na blogu próbowałem. Właściwe kombinacje ustalałem znaną i uznaną metodą BMSTW.** Jednak chcąc iść dalej, stworzyć pary mniej od gustów zależne, trzeba było poszukać inspiracji w książkach. Udało się ją znaleźć w “Taste Buds and Molecules. The Art and Science of Food, Wine and Flavor.”, autorstwa François Chartier, przetłumaczonej przez Leviego Reiss.

Pomysł pana Chartiera jest, teoretycznie, prosty i oczywisty. Łączymy ze sobą te wina i te potrawy, które mają wspólne elementy na poziomie molekularnym. Czyli w sposób, który niedawno w notce zaprezentowałem. Prostota teorii komplikuje się w praktyce. Bo choć na poziomie molekularnym dębowane wino i goździki są ze sobą zgodne, to jako propozycja dania obiadowego, goździki saute, szans raczej nie mają.*** I tu pojawia się wyzwanie, które chcemy podjąć.

W cyklu “WiP” znajdą się przepisy zamieniające zgodne molekularnie zestawienia, win i pojedynczych składników, w pełnoprawne potrawy. Punktem wyjścia będzie albo wino, do którego szukamy dania, albo danie, do której szukamy wina, albo oba te elementy, które trzeba ze sobą połączyć. Każdy z przepisów przygotujemy, obfotografujemy i zaprezentujemy w formie, którą znajdziecie w dalszej części tej notki. Łącznie z subiektywnym spojrzeniem na trafność proponowanego zestawienia i oceną wina.

Czas na przepis numer jeden, premierowy. Zadanie na dziś, sparowanie sera pleśniowego typu camembert z australijskim shirazem. Molekuły w dłoń i do dzieła.

czwartek, 25 kwietnia 2013

200/100

e-iss

Aksjomat winny nr 1 – “Każda reguła ma swój wyjątek”

Dwusetna notka, moment w życiu bloga, który uczcić warto. Od przemówień okolicznościowych się powstrzymam, od akademii ku czci także, ale wina nietuzinkowego sobie nie odmówię. Zatem czas odszpuntować È ISS z Kampanii, Italia. Owoc winogron zrodzonych przez ponad stuletnie krzewy winne. Krzewy, które zasadzono nim plaga filoksery spustoszyła europejskie winnice, a wojna secesyjna wstrząsnęła Ameryką Północną.

niedziela, 14 kwietnia 2013

Lidl: 15151

wino_lidl_loquuntur

Trójka z Lidla, ujęcie trzecie, ostatnie. Idąc tropem cyfry trzy,trzecie wino z serii Saxa Loquuntur. Pierwsze oceniłem na blogu czas już jakiś temu, drugie jeszcze tu nie trafiło, ale to nie przeszkadza dziś ocenić trzecie. Zatem do wina.

środa, 10 kwietnia 2013

Lidl: Recykling, wersja “no name”

lidl_wino_valpolicella

Dziś drugie wino z wiosennej trójki by Lidl. Jak widać na zdjęciu, tej wiosny zima trzymała się mocno, a wino w zlewie nie skończyło. Czy skończyło w Bałtyku? O tym po kliknięciu.

niedziela, 7 kwietnia 2013

Lidl: Wspomnień czar

lidl_wino_cdp

Lidl przesłał mi kartonik, trzy sztuki wina do oceny się w nim znalazły. Będzie po kolei, zaczynając od wina najlżejszego, najdroższego i o najtrudniejszej do wymówienia nazwie. Czyli od Châteauneuf-du-Pape, które złotych pięćdziesiąt, bez grosza, kosztuje. Zanim jednak rozłożę je na czynniki pierwsze, dygresja krótka.

Châteauneuf-du-Pape, ta nazwa przez dłuższy czas rozpalała moją wyobraźnię. Czemu? Ponad dekadę temu usłyszałem w telewizji (wtedy jeszcze oglądałem telewizję), że najlepsze wino świata to Châteauneuf-du-Pape. W pamięci mi to utkwiło, stwierdziłem, że jak na nie trafię, to trzeba kupić i się podelektować. Zresztą, z czego dzisiaj się śmieję, wtedy byłem przekonany, że Châteauneuf-du-Pape to nazwa jednego, konkretnego wina, a nie całej rodziny win, od wielu producentów. O słodka ignorancjo.

Wracając do wątku fabularnego. Parę miesięcy później w Makro, wówczas moim preferowanym dostawcy alkoholi wszelakich, pojawiło się Châteauneuf-du-Pape. W skrzyneczce drewnianej, trocinami wypełnionej, za folijką, w cenie obłędnej i nieosiągalnej, złotych stu dwudziestu bodajże. Cenie, którą razy dwa pomnożyć trzeba było, bo jedynie zestaw podwójny kupić było można. Zastanowiłem się, kasę przeliczyłem, nie kupiłem. W tamtych czasach mój target wyznaczały wina “do trzech dych”.

Jednak ta historia nie zakończyła się wtedy, lecz rok temu niecały. Jak to? Zapytacie. Otóż, na kolejne butelki tego Châteauneuf-du-Pape trafiałem w Makro przez ponad dziesięć lat. Kilka razy zastanawiałem się, a może by jednak kupić i spróbować. Aż wreszcie rok temu, mając już internet w komórce, znów na nie trafiłem. Tym razem wbiłem nazwę producenta w wyszukiwarkę. I wyszło mi, że skórka nie warta wyprawki. Koniec.*

Wystarczy dygresji i łzawych historii, czas przejść do wina.

czwartek, 4 kwietnia 2013

Chorwacja: Baryłka z białego dębu

grasevina-krizevci

O winach z “Salonu Win Chorwackich” notka czwarta, ostatnia.* Dziś wino białe, sztuk jedna, ale jaka. Dojrzewająca w dębowych beczkach ambrozja ze szczepu graševina. No dobrze, z tą ambrozją to przedwcześnie wyskoczyłem, co butelka kryje to się dopiero zobaczy. Jednak szczep jest zacny, miałem z nim już przyjemność (tutaj), a białe wina beczkowane zawsze przykuwają moją uwagę.

Choć łatwymi w odbiorze nie są, dla nieprzygotowanych. Czegóż bowiem chce przeciętny amator win białych? Orzeźwienia, lekkości, kwaskowatości być może, owocu, a i owszem. Po namyśle, orzeźwienia i lekkości, przede wszystkim. Natomiast, co dostaje odszpuntowując białe wino beczkowane? Intensywny, gęsty aromat i ciężki, esencjonalny trunek. Jeśli winiarz się przyłożył, to dalej znajdzie się i orzeźwienie, koniec końców to nie wino deserowe. Jednak cienkuszem, do sączenia mimochodem w oszronionych kieliszkach, takie wino nigdy nie będzie. A przynajmniej być nie powinno, jeśli winiarz uczciwie swoją pracę wykonał. Zostaliście ostrzeżeni, czas na meritum, czyli ocenę.

wtorek, 2 kwietnia 2013

Chorwacja: Stół i okolice

bolfan-franc-arman

Wina z “Salonu Win Chorwackich”, notka numer trzy.* W poprzedniej był dwa razy zlew, dzisiaj będzie lepiej. Koniec, końców obiecałem.

Zatem do win. Dwa białe, wytrawny Pinot Sivi od Bolfana i wytrawna Malvazija od Franca Armana. Szczegółowy opis znajdziecie po kliknięciu, tutaj zaś streszczenie dla niecierpliwych. Wyszły te wina winiarzom jak mi zdjęcie powyższe. Niby jest okay, ale szału nie ma. Pomysł jakiś był, detale się bronią, niestety całość zbyt przeciętnością czuć. Do obiadu w tygodniu się nadadzą, kubkom smakowym, przygaszonym po całym dniu, orzeźwienie przyniosą. Problemem jest, że z ceną, według mnie, producenci przeszarżowali.